Szeroki uśmiech, chichot, salwa gromkiego śmiechu - bez nich o zdrowym życiu nie ma mowy. Od ponad pięćdziesięciu lat śmiech jako lekarstwo jest przedmiotem regularnych badań naukowych.

Gelotologia – bo tak nazywa się dziedzina zajmująca się analizą terapeutycznych właściwości dobrego humoru – rozwinęła się na gruncie poszukiwań prowadzonych już przez Karola Darwina. Pod koniec XIX w. amerykański psycholog G. Stanley Hall opublikował pracę poświęconą... łaskotaniu.

niepoważna terapia śmiechFot. Crissy Pauley via Freeimages.com

W latach 60. ubiegłego stulecia amerykański dziennikarz Norman Cousins wykorzystał śmiech jako metodę ułatwiającą mu zmagania z wyjątkowo poważną chorobą - zesztywniającym zapaleniem stawów kręgosłupa. Miesiącami oglądał komedie i czytał zabawne książki. Wpływ tej terapii na jego psychikę zaowocował niemal całkowitą redukcją bólu i stopniowym powrotem do zdrowia! Odkrycia Cousinsa wykorzystał lekarz Patch Adams, który w swojej praktyce powszechnie stosował humor jako metodę leczniczą. Jego doświadczenia stały się kanwą do znanego filmu „Patch Adams” z Robinem Williamsem w roli głównej.

Śmiech jest zatem niezbędny dla zdrowia. Tym bardziej cieszy fakt, że jego właściwości zaczynają doceniać także polscy terapeuci. Jednym z nich jest Elżbieta Węgrzyn, psycholog i psychoterapeuta z Lubina, która postanowiła zorganizować pierwsze w Polsce cykliczne i otwarte zajęcia z terapii śmiechem.

Z czego Pani się ostatnio śmiała?

Tak się składa, że śmiałam się podczas wczorajszych warsztatów z terapii śmiechem. To były dwie godziny wspaniałej zabawy w otoczeniu ludzi, których część już znałam z poprzednich zajęć oraz tych, których spotkałam po raz pierwszy w swoim życiu. Śmialiśmy się niemal bez przerwy i było nam mało. A już wyjątkową radość sprawiły mi owacje, jakie stali uczestnicy warsztatów zgotowali osobom, które zdecydowały się przyjść na zajęcia same, tzn. bez asysty przyjaciół lub krewnych. To wymagało od nich sporej odwagi. Byłam też zaskoczona, że w niedawno powstałej grupie tak swobodnie zaczęły się rodzić różne zabawne skojarzenia, które za jakiś czas powracały jako punkt wyjścia do kolejnych żartów. Wywoływały one spontaniczny, czyli najbardziej szczery i zdrowy śmiech.

Jaki wpływ ma śmiech na nasze zdrowie?

Specjalnie zadbałam o to, by warsztaty były prowadzone w centrum medycznym, ponieważ śmiech ma działanie zdecydowanie terapeutyczne. Prowadzone na świecie badania naukowe wykazały, że śmiech ma dobroczynny wpływ m.in. na układ odpornościowy. Duże poczucie humoru oraz częste stany zadowolenia i radości zwiększają zdolność organizmu do obrony biologicznej. Skutkiem śmiechu jest lepsze dotlenienie organizmu, obniżenie ciśnienia krwi. Zapewnia on także masaż mięśniom twarzy oraz otaczającym gardło i krtań, dzięki czemu można pozbyć się chrapania lub zgrzytania zębami przez sen. W dodatku śmiech stanowi bardzo duży wysiłek fizyczny. Obliczono, że trzy minuty śmiania się dają podobny rezultat, co cały kwadrans biegania, a dziesięć minut śmiechu to kwadrans wiosłowania. Wydatek energetyczny jest w tym przypadku tak duży, że śmiech jest też idealnym sposobem na redukcję wagi. Terapia śmiechem na całym świecie jest też wykorzystywana na oddziałach onkologicznych, ponieważ wyraźnie pomaga pacjentom w walce z chorobą nowotworową, także w aspekcie fizycznym.

A co ze zdrowiem psychicznym?

Śmiech powoduje produkcję endorfin, czyli „hormonów szczęścia”. Ta metoda pozwala na znaczące obniżenie poziomu stresu, zapobiega powstawaniu stanów lękowych i depresyjnych. Źródłem śmiechu są rozmaite, często abstrakcyjne i luźne skojarzenia, więc częste śmianie się zwiększa naszą kreatywność. Dzięki temu łatwiej możemy rozwiązać jakiś problem lub w twórczy sposób zrealizować stojące przed nami zadanie. Śmiech podnosi także naszą atrakcyjność towarzyską, pozwala na przełamanie barier w kontaktach interpersonalnych. Większość z nas nie ma odwagi wyjść bez osoby towarzyszącej do kina lub restauracji, bojąc się oceny ze strony osób postronnych. Uczestnicy mojej terapii przekonują się, że można wyjść z domu samemu, dołączyć do grupy nieznanych wcześniej ludzi i miło spędzić z nimi czas. To, czego doświadczamy na zajęciach, to utworzenie wspólnoty z innymi ludźmi, bez względu na wiek, pozycję społeczną, zainteresowania. Każdy może się świetnie bawić, tylko musi sobie na to pozwolić.

 

Wyznacza Pani pionierską ścieżkę...

Terapia śmiechem nie jest jeszcze obecna na naszym rynku usług medycznych. Przekonałam się o tym przygotowując program warsztatów - okazało się, że w Polsce ta metoda nie jest nigdzie praktykowana w formie otwartych i regularnych zajęć. Nie ma również literatury fachowej na ten temat. Tymczasem jest to dziedzina zasługująca na dużą uwagę. Ludzie przychodzą na zajęcia, bo szukają sposobu na poprawę swojego samopoczucia. Chcą wyjść z plątaniny przygnębiających myśli i lęków. Brakuje im tego śmiechu, wewnętrznej równowagi. Szukają też czasu tylko dla siebie, miejsca, w którym będą z dala od codziennej rutyny. Ja sama lubię brać udział w tych zajęciach, odchodząc mimo wszystko od roli poważnego terapeuty, biegłego sądowego, profesjonalisty.

Mimo to jeden z pani kolegów po fachu określił tę metodę jako niepoważną?

Niestety, to prawda. Doświadczony psychiatra na wieść o tym, że zamierzam prowadzić terapię śmiechem, powiedział, że jego zadaniem zwyczajnie się tymi zajęciami... ośmieszę. Wiele osób sądzi, że ta metoda nie ma wiele wspólnego z prawdziwą medycyną.

Z czego to wynika?

Czy to w gabinecie psychoterapeuty, czy lekarza innej specjalności, proces leczenia nigdy jest przyjemny i wiąże się z co najmniej dyskomfortem. To tak, jakby warunkiem dobrego zdrowia musiała być pewna doza bólu i cierpienia. Tymczasem śmiech jest czystą przyjemnością, dlatego chyba terapia nim bywa uważana za mało profesjonalną. Poza tym żyjemy w świecie, w którym jedną z podstawowych wartości stała się praca. Każdego dnia mamy przede wszystkim obowiązki. Dotyczy to w szczególności kobiet, które starają się realizować kilka ról jednocześnie – matki, żony, córki, pracownika lub szefa. Koniec końców zupełnie nie mają czasu dla siebie. Moje warsztaty są dla nich okazją do wyjścia z domu, złapania oddechu i czystego relaksu.

Do wyjścia z roli?

Tak. I z tym uczestnicy zajęć mają największe problemy. Jest im niezwykle trudno wyjść z roli dorosłego albo karcącego, oceniającego rodzica, który na wszystko spogląda krytycznie. Ta rola staje się dla wielu z nich zbroją, której nie potrafią lub wręcz nie chcą zdejmować. Śmiech często okazuje się też być umiejętnością utraconą, bo nie praktykowaną i dlatego te warsztaty stają się tak pomocne. Proponowane przez nas ćwiczenia mają na celu zachęcenie ich do spontaniczności i radości, do uwolnienia twórczego dziecka, które tkwi w każdym z nas przez całe życie. Dlatego za motto zajęć przyjęłam zdanie Miltona Ericksona: „Nigdy nie jest za późno na to, żeby mieć szczęśliwe dzieciństwo”. Pierwiastek dziecka to ta część nas samych, która uwielbia się ruszać, poznawać nowe rzeczy, docierać do nowych miejsc, bawić się i cieszyć z prostych rzeczy. Nie bez powodu dzieciństwo zazwyczaj jawi się nam jako okres beztroski i radosny, który wydaje się być tym „rajem utraconym”. A przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy w podobny sposób cieszyli się życiem już jako dorośli. No chyba że sami siebie przekonamy, że coś nam nie przystoi, czegoś nie wypada i ktoś sobie źle o nas pomyśli. Tymczasem mamy prawo być sobą, oczywiście w sposób nie naruszający godności innego człowieka, nie musimy tworzyć fikcyjnych wizerunków i modeli zachowań tylko dlatego, że komuś to będzie bardziej odpowiadało. Mamy prawo przeżyć życie po swojemu.

Co zatem powoduje, że tak bardzo trzymamy się tych ról?

Wchodzenie w określone role ułatwia nam zdobycie poczucia własnej wartości, definiuje nas i pozwala nadawać sens temu, co robimy. W jedne role wchodzimy dla nobilitacji nas samych. Inne przyjmujemy z „dobrodziejstwem inwentarza”, nawet jeśli nie czujemy się w nich dobrze. Bo nie wypada inaczej. A tak naprawdę nie potrzebujemy żadnych przebrań i dekoracji. Rola daje też poczucie bezpieczeństwa, chociaż często jest to tylko złudzenie. Wielu moich pacjentów nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że żyją według jakiegoś schematu, który nie jest dla nich naturalny. A nawet, jeśli sobie to uświadomią, często nie chcą podjąć wysiłku wyjścia z tych kolein.

 

To dlatego śmiech jest dla dorosłych tak trudny?

Śmiejemy się wtedy, gdy jesteśmy w bliskich relacjach z innymi ludźmi. W sytuacji, gdy każdy z nas zamyka się w swoim świecie i pozostaje skupiony głównie na sobie, praktycznie nie zauważamy drugiego człowieka. Odbijamy się od siebie, jak kule bilardowe. Nie dochodzi do wymiany myśli, emocji, energii i nie ma wtedy też miejsca na uśmiech. Odnoszę też wrażenie, że nam, Polakom, brakuje umiejętności nabrania dystansu do siebie i do otaczającego świata. Nie jestem chyba jedyną osobą, która zwróciła uwagę na to, że w innych krajach ludzie są bardziej uśmiechnięci i przyjaźnie nastawieni do innych. Mam nadzieję, że terapia śmiechem z czasem zyska u nas na popularności i będziemy częściej czerpać radość z życia. A jak wiadomo, ludzie weseli i mający w sobie dużo optymizmu żyją dłużej.

Czyli diabeł tkwi w nastawieniu?

Oczywiście! Umiejętne zarządzanie emocjami i zachowywanie dystansu do siebie, ludzi i problemów jest niezwykle ważne. Kiedy potrafimy odciąć emocje i trzeźwo ocenić sytuację, okazuje się, że wiele trudności znika, a niektóre w ogóle się nie pojawiają, bo istniały tylko w naszej wyobraźni. Przestajemy martwić się na zapas, łatwiej odczytujemy intencje otaczających nas osób, potrafimy zachowywać się asertywnie. Nie wszyscy wymagają wsparcia psychoterapeutów. Rozwiązanie własnych kłopotów mamy zawsze w sobie, tylko często brakuje nam odwagi do stawienia im czoła. Zaczyna się wtedy szukanie wymówek lub kogoś, kto zajmie się tym bałaganem za nas. Rolą terapeuty jest stworzenie warunków, w których samodzielne znalezienie tego rozwiązania stanie się możliwe. Śmiech w takim momencie urealni rozmiar problemu, dzięki czemu strachy nagle znikną. Okazuje się wtedy, że nawet bardzo trudne zdarzenia wcale nie oznaczają końca świata i dość łatwo można sobie z nimi poradzić. W dzieciństwie sama doświadczyłam wielu przykrych sytuacji i wiem, że gdybym potrafiła niektóre rzeczy po prostu wyśmiać, zaoszczędziłabym sobie mnóstwa stresu i urazów.

Brzmi to trochę tak, jakby udział w tej terapii był cudownym lekiem na wszelkie emocjonalne obciążenia...

Bo w pewnej mierze tak jest. W czasie zajęć staram się uczyć radzenia sobie z emocjami, budowania relacji z innymi ludźmi, nawiązywania kontaktów i skutecznego komunikowania, które wcale nie przychodzi nam łatwo. W ramach jednego ze stałych ćwiczeń proszę uczestników, by przywołali wspomnienie jakiejś trudnej, szczególnie stresującej sytuacji i wszystkie emocje, które to wspomnienie wywołuje, „wdmuchnęli” w balon. Na balonie mogą narysować podobiznę osoby, która była sprawcą tego stresu. A potem mają tę złość rozładować. Najczęściej balony są nadmuchiwane do granic wytrzymałości, ale zdarza się też, że ktoś na nich siada lub z rozmachem przekłuwa. Odblokowanie złości i skierowanie jej na zewnątrz, wyrzucenie z siebie jest jednym z podstawowych warunków zbudowania równowagi emocjonalnej. Każde niepowodzenie da się przekuć w sukces lub co najmniej solidny pożytek. Śmiech to ułatwia, a często wręcz warunkuje.

Czy są jakiekolwiek przeciwwskazania do leczenia śmiechem?

Tak, mimo że śmiech jest niezbywalnym prawem każdego człowieka, to nie wyobrażam sobie, żeby w warsztatach brały udział np. osoby z zaburzeniami osobowości. W czasie terapii obowiązuje zasada, że nic nie musimy i wolno nam wszystko, za wyjątkiem naśmiewania się z innych osób, ich zachowań, wypowiedzi i przekonań. Pacjent z zaburzeniami osobowości, szukający sposobu na odreagowanie stresu, miałby problemy z przestrzeganiem tej reguły, a jego agresywne lub destrukcyjne zachowania rozbiłyby całą grupę.

Podczas zajęć podkreśla Pani rolę oddechu...

Prawidłowe oddychanie jest elementem rozgrzewki na początku zajęć. Na co dzień oddychamy płytko i dość nerwowo, co powoduje m.in. zwiększone napięcie mięśni. Krótki oddech jest też charakterystyczny dla stanów lękowych. Śmiech przychodzi łatwiej, gdy mamy rozluźnione mięśnie, szczególnie twarzy i brzucha. Dlatego każde spotkanie zaczynamy od ćwiczeń przygotowujących nasze mięśnie do wysiłku, jaki je czeka. Te drobne zabiegi pozwalają nie tylko porządnie zaczerpnąć tchu, ale też zdecydowanie odmładzają twarz. Wbrew pozorom głębokie, regularne oddechy nie łatwe. Dla wielu osób dojście do tego stanu wymaga olbrzymiego skupienia i wysiłku.

A co potem?

Nadajemy sobie pseudonimy. Są to nazwy przedmiotów zaczynające się na tę samą literę, co nasze imiona. I potem jesteśmy już agrafkami, doniczkami, igłami... Wykonujemy rozmaite ćwiczenia indywidualne i grupowe, których celem jest rozluźnienie psychiczne i fizyczne. Już wtedy zaczynają się pierwsze żarty, które wyzwalają kolejne. Wszyscy zaczynamy się szczerze śmiać. Każdy w grupie ma równe prawa, każdy może opowiedzieć jakiś dowcip lub anegdotę. I nagle okazuje się, że dwie godziny zabawy to dla nas zdecydowanie za mało.

 

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

SPECJALNOŚĆ ZAKŁADU

Cudowny eliksir z jabłek
Cudowny eliksir z jabłek
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Miód – słodkie remedium
Miód – słodkie remedium
Na co komu zmiana czasu?
Na co komu zmiana czasu?
5 powodów do założenia warzywnika
5 powodów do założenia warzywnika
Antystresowe kredki
Antystresowe kredki
Relaks na kamieniu
Relaks na kamieniu
Na przekór grawitacji
Na przekór grawitacji
Arrow
Arrow
Slider