Kosmetyki naturalne podbijają serca Polek. Uwodzą nie tylko swoimi właściwościami – wiele z nich można samodzielnie wykonać w domowym zaciszu, przechodząc od zwykłej użyteczności do prawdziwej pasji. Do sięgnięcia po roślinne składniki i czerpania czystej radości z tworzenia własnych kosmetycznych kompozycji zachęca Klaudyna Hebda, autorka książki „Ziołowy zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu”

 lawenda mydło HebdaFot. Pixabay.com

Jakie kosmetyki naturalne zajmują panią latem?

Uwielbiam peelingi kwiatowe, szczególnie z róży pachnącej. Z płatków róży można prosto i szybko wykonać również preparat do masażu, jeśli tylko zalejemy je olejem migdałowym albo oliwą.

Lato to pora roku, kiedy szczególnie lubimy odsłaniać nogi. W pani książce znajduje się przepis na różaną pastę do depilacji. Czy jej używanie przypadkiem nie boli?

Niestety tak. Wyrywanie włosków zawsze boli. Plus jest taki, że nie pracuje się na dużej powierzchni skóry, jak w przypadku używania plastrów, tylko stopniowo wyrywa się te włoski. Za to efekt utrzymuje się do dwóch-trzech tygodni. Przychodzi mi tu na myśl film „Karmel” w reżyserii Nadine Labaki. Ta pasta to stary arabski sposób na depilację włosków. Wzbogaciłam ten przepis polską różą.

Co jeszcze przygotowuje pani latem?

Bardzo łatwo jest przygotować masła do ciała oparte np. ma maśle shea. Do podstawowego surowca, jakim jest masło shea czy masło kakaowe, możemy dodać oleje z roślin pozyskiwanych o tej porze roku, jak właśnie róża, dziurawiec czy olej infuzowany bzem czarnym. Lato to dobry czas na wykonywanie różnego rodzaju maseczek np. z truskawek. Trzeba rozetrzeć owoce, dodać glinkę kosmetyczną, aby powstała papka i uzupełnić to łyżeczką oliwy. To jest najprostszy, bardzo tradycyjny przepis.

W książce tonik z malwy wygląda jak dżem śliwkowy...

Tak, on rzeczywiście przynajmniej przez chwilę wygląda jak dżem. Do jego produkcji używam liści suszonej malwy. To kwiat, który dobrze się przechowuje i długo zachowuje swoje właściwości. Zresztą suszenie jest najbardziej popularną i najłatwiejszą metodą przygotowania składników do kosmetyków naturalnych. Na wsi zbiera się to, co rośnie na polu, zwłaszcza w czasie żniw, w lecie i układa na piecu. Nie trzeba się nad tym specjalnie skupiać. A do zrobienia malwowego toniku wystarczy 1 łyżka suszu i szklanka wrzątku.

Oko przyciąga też przepis na uniwersalną maseczkę z glinki z hyzopem lekarskim i pysznogłówką. Na zdjęciu ona też wygląda jak pyszna potrawa.

Widzę dużo analogii między gotowaniem a przygotowaniem kosmetyków naturalnych. Techniki wykonania i surowce często są podobne. Na przykład wspomniana pysznogłówka jest jadalna, w miejscu jej pochodzenia przyrządza się z niej napary i pyszne herbatki, ma również szerokie zastosowanie kosmetyczne. Zresztą to nie jedyny przykład składnika, który może być równocześnie używany kosmetycznie jak i kulinarnie. Wystarczy wspomnieć masło shea - klasyczny składnik kosmetyków naturalnych – które w Afryce używane jest głównie do smażenia. To samo dotyczy oleju kokosowego czy masła kakaowego, czy niektórych olejów eterycznych, powszechnie stosowanego zarówno w przemyśle spożywczym, jak i kosmetycznym.

To dlatego pisze pani, że kosmetyki naturalne są dla skóry jak porządny domowy obiad, natomiast wiele produktów drogeryjnych przypomina szybko posiłek w fast foodzie, który zaspokaja głód, ale nie sprzyja zdrowiu?

Uważam, że tak jest. Robiąc kosmetyki samodzielnie - albo wybierając świadomie takie o naprawdę dobrym składzie – sięgamy, a przynajmniej powinniśmy sięgać, po składniki najwyższej jakości, dopasowane do naszych potrzeb. Tymczasem wiele gotowych produktów zawiera tańsze zamienniki, zaś hasła marketingowe nie do końca pokrywają się z rzeczywistością. Jeśli przyjrzymy się składowi popularnych, często reklamowanych kosmetyków, okazuje się, że są tam składniki niekoniecznie najzdrowsze, najlepszej jakości, tańsze niż należałoby się spodziewać po ogólnej cenie kosmetyku, sztucznie „podrasowujące” recepturę. Sztandarowym tego przykładem są kosmetyki, które szczycą się zawartością drogocennych olejków naturalnych, natomiast po przyjrzeniu się dokładnie informacjom na etykiecie okazuje się, że te substancje znajdują się albo na szarym końcu listy składników (czyli jest ich mało), albo zostały użyte w taniej formie rafinowanej. W przypadku np. olejków do masażu w opisie produktu pojawia się na pierwszym miejscu najczęściej olej sojowy, ponieważ jest on najtańszy, w większości pozyskiwany z soi modyfikowanej genetycznie. Jeśli sami przygotujemy ten kosmetyk, dopasujemy go do swojej skóry, będzie zawierał z pewnością więcej wartościowych składników. Własny kosmetyk jest taki, jaki chcesz. W dodatku nie ma już problemu z zakupem w miarę dobrych półproduktów kosmetycznych. Są też na szczęście coraz tańsze. Chociaż zauważyłam, że w Polsce półprodukty do robienia mydła są droższe niż np. w Wielkiej Brytanii.

Jest pani pionierką w tej dziedzinie?

Zdecydowanie nie, przede mną dużo osób wykonywało, a teraz oprócz mnie wykonuje i będzie wykonywać kosmetyki naturalne. Zwłaszcza, że wiele z ich receptur jest częścią wielopokoleniowej tradycji. Jestem jednak prawie pewna, że moja książka jest obecnie największą polskojęzyczną pozycją popularną – bo nie jest to książka akademicka - na temat naturalnej pielęgnacji ciała. Marzy mi się, żeby robienie domowych kosmetyków, używanie ziół czy pieczenie chleba stały się w naszych domach czymś naturalnym, tak jak było dawniej. Żeby było umiejętnością, po którą będziemy mogli sięgnąć, kiedy tylko mamy na to ochotę. Jestem też przekonana, że kosmetyki naturalne w Polsce nie są tak popularne, jak mogłyby być. A dobrze byłoby, gdyby wraz z używaniem świeżych ziół i robieniem własnego masła weszłyby w naturalny porządek rzeczy: „Mam ochotę i sobie zrobię”.

Na to trzeba mieć jednak dużo czasu...

Nieprawda. Albo częściowa prawda. (śmiech) Wszystko zależy od tego, co tak naprawdę chcemy robić. Są rzeczy, których wykonanie zajmuje kilka minut (maseczki, peelingi), kilkanaście lub kilkadziesiąt (kremy i mydła). W kosmetyce naturalnej mamy rzeczy mniej i bardziej czasochłonne - tak jak w pieczeniu. Możemy przygotować ekspresowe muffinki lub poświęcić dużo czasu na wielowarstwowy tort.

Przede wszystkim proponuję patrzeć na robienie kosmetyków jako na hobby, nie konieczność. Moje czytelniczki piszą do mnie: „fajnie, przy tym się relaksuję”. Czas poświęcony staje się wtedy nie czasem obowiązku, tylko czasem przyjemności. Prowadzę warsztaty kosmetyczne i pracuję z dziewczynami, które wcześniej nigdy nie zrobiły dla siebie kosmetyku naturalnego. Wykonujemy min. masło do ciała, pomadkę do ust. Potem dostaję od nich maile, że się w to wciągnęły i przygotowują w domu swoje wariacje. Wiele kosmetyków można wykonać z dziećmi. Polecam luźne i spontaniczne podejście do kosmetyków naturalnych. Jeśli masz ochotę, chcesz się rozerwać, to spróbuj je stworzyć.

Czy trzeba mieć specjalistyczny sprzęt?

Jeśli tylko masz kuchnię, palnik, garnek, łyżkę oraz miskę i kiedykolwiek, cokolwiek gotowałaś, to już możesz wykonywać kosmetyki naturalne. Bardzo wiele preparatów wykonuje się metodą „stop i przelej”, tak jak rozpuszcza się czekoladę do gotowania. Trochę bardziej skomplikowane są kremy. Do ich wykonania jest potrzebny termometr (może być cukierniczy), blender lub mikser i np. trzy miseczki. Zawsze przydaje się waga kuchenna, bo wiele rzeczy ciężko zrobić „na oko”. W książce podałam też przepisy, w których waga nie jest potrzebna, a miarą jest zwykły kubek.

Jak długo pracowała pani nad książką?

Dopóki nie opadłam z sił (śmiech). Mój grafik był bardzo napięty, bo cały projekt powstał w rok i pracowałam nad nim praktycznie dzień w dzień. Starałam się i było to dla mnie bardzo ważne, żeby poza prostymi, podstawowymi wskazówkami książka ta dostarczała dużo wiedzy. Czytałam więc m.in. stare anglosaskie książki zielarskie i podręczniki do kosmetologii. Testowałam każą recepturę, szukałam optymalnych proporcji. Książka jest pełna informacji, ale i tak pod koniec pracy okazało się, że musiałam zrezygnować z 30% materiału, bo kosmetyka naturalna jest tak obszerną dziedziną! Cóż, może będzie okazja napisać drugi tom... Ważne było dla mnie również to, żeby ta książka miała konsultację merytoryczną. Przygotowała ją dr biochemii Małgorzata Kalemba – Dróżdż, która jest autorytetem w tej dziedzinie.

Brodziła pani wśród łąk?

Nie, bo mam już własny ogród ziołowy. Wszystkie rośliny, których używałam do wytwarzania kosmetyków i które są utrwalone na zdjęciach w książce, sama wcześniej wysiałam. Wspomniany wcześniej hyzop czy bergamotka pochodzą z mojego ogrodu. Nie miałam konieczności wędrowania po łąkach za wyjątkiem poszukiwania żywokostu. Odwiedzałam też wiele sklepów zielarskich, gdzie można kupić wiele rodzajów dobrej jakości suszu. Zakupy robię również w sklepach internetowych. Ekologiczne kosmetyki można produkować, nawet jeśli się mieszka w mieście.

Mam wrażenie, że ta książka nie postawia czytelnika samemu sobie.

To nie jest tak, że nagle nauczyłam się robić kosmetyki naturalne. Wiele z nich powstało metodą prób i błędów. Pamiętałam, co mi dawno temu nie wychodziło, albo co trudniej się wykonuje, mam też bloga, którego na bieżąco czytelnicy pytają, więc to również uwzględniłam w swojej książce. Starałam się przewidywać ewentualne problemy i pytania, tutaj bardzo przydaje się doświadczenie blogowania.

Dużo pani podróżuje. W jakim kraju kosmetyki naturalne są szczególnie popularne?

Wydaje mi się, że w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych. Płynie to na fali odradzania się dawnych umiejętności i rzemiosł. Ale zainteresowanie tym, co jest lokalne, tradycyjne, dostępne u nas w najbliższej okolicy nie wyklucza czerpania z surowców pochodzących z różnych stron świata, jak masła i oleje egzotyczne. Sama nie lubię zamykać się w jednej tradycji.

A co szczególnego mamy w Polsce?

Bardzo dużą kulturę pszczelarską. Można u nas bez problemu kupić propolis i wosk pszczeli. Czasem rozmawiam z pszczelarzami, którzy opowiadają, że nie wiedzieli, że można zrobić coś więcej z pyłku kwiatowego czy wosku i teraz z mojej książki przygotowują sobie krem. Zdarza się, że różnica między kosmetykiem, a tym produktem leczniczym będzie zatarta, np. maść nagietkowa może być uznawana za kosmetyk, albo skuteczny lek na poparzenia. Tak samo sytuacja wygląda z miodem. Wiedza o tworzeniu kosmetyków naturalnych ma swoje źródło w wiedzy ludowej, tradycji, ale również lekarskiej.

Pani nie trzeba chyba przekonywać do slow life i powolności?

Wbrew pozorom robię milion rzeczy na raz i pracuję często szybko. Dużo podróżuję, jestem w ciągłym ruchu, ale staram się znaleźć jak najwięcej czasu dla siebie. A jak nie ma czasu, to się szybko kremy robi (śmiech). Nikt nie powiedział, że życie zgodnie z naturą koniecznie musi być związane z powolnością. To zależy tylko od ciebie: możesz przygotować kosmetyki w ramach relaksu albo, jeśli trzeba, niemal na poczekaniu. Tak czy inaczej, gwarantuję, że jeśli już zaczniesz, to na jednym kremie czy peelingu nie skończysz.

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

SPECJALNOŚĆ ZAKŁADU

Cudowny eliksir z jabłek
Cudowny eliksir z jabłek
Miód – słodkie remedium
Miód – słodkie remedium
Antystresowe kredki
Antystresowe kredki
5 powodów do założenia warzywnika
5 powodów do założenia warzywnika
Relaks na kamieniu
Relaks na kamieniu
Na przekór grawitacji
Na przekór grawitacji
Jawa we śnie
Jawa we śnie
Dajmy jodze kilka szans
Dajmy jodze kilka szans
Arrow
Arrow
Slider