To nieprawda, że wystarczy przestać pracować ponad siły, jeść ekologiczne warzywa, a potem rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, żeby życie nabrało sensu i zaczęło być "slow". Szczęście nie tkwi w tym, co i gdzie robimy, tylko w tym, co i jak myślimy o nas oraz otaczających nas ludziach. Szczęśliwy człowiek bardzo lubi i szanuje siebie samego. Tyle tylko, że ta sympatia i szacunek często przychodzą z wielkim trudem. Wtedy warto sięgnąć po podręcznik samoluba, czyli "100 pomysłów, jak być dla siebie dobrą". Patrycja Załug, autorka książki, opowiada nam o sile, której źródłem jest odpowiednio rozwinięta miłość własna.

 tak mi dobrzeFot. Pexels via Pixabay.com

Czego potrzeba człowiekowi do szczęścia?

Przede wszystkim kontaktu ze sobą. Bliskości, czucia, rozumienia i akceptowania siebie. Popatrzmy na to tak: małe dziecko czuje się dobrze i bezpiecznie, gdy jest widziane przez matkę, która jest przy nim cały czas, dostrzega jego potrzeby i reaguje na nie. Dorosły człowiek, który dostrzega siebie, potrafi swoje potrzeby zaspokajać. Drugą ważną rzeczą, która jest dla nas ważna, to relacje z innymi ludźmi. W Australii przeprowadzane były badania, w których osobom starszym i poważnie chorym zadawano pytania, czego najbardziej żałowały. Większość z nich mówiła wtedy o relacjach, deficycie więzi rodzinnych i społecznych. Zatem to bliskość ze sobą i naszym otoczeniem jest źródłem szczęścia.

Co w takim razie sprawia, że wielu ludziom brakuje poczucia szczęścia? Że nie pozwalamy sobie na tę bliskość?

Nasza rzeczywistość wygląda tak, że przede wszystkim pędzimy. Liczą się głównie skuteczność, sprawczość, osiąganie celów, kult motywacji. W tym wszystkim tracimy z oczu siebie samych. Często spotykam kobiety, które w wielu dziedzinach swojego życia osiągnęły bardzo wiele, są bardzo efektywne i wydajne., a mimo to nie mają poczucia spełnienia. Dzieje się tak, że na ogół ich aktywność sprowadza się do wypełniania oczekiwań otoczenia – rodziny, przełożonych, współpracowników, znajomych. Realizują to, co społecznie uważane jest za właściwe i pożądane, ale w głębi duszy czują, że to nie do końca jest coś, z czym chciałyby się utożsamiać. Te osiągnięcia nie należą do nich. Carl Gustaw Jung powiedział, że kiedy idziemy na spotkanie ze sobą, to możemy spotkać siebie. I wiele osób tego spotkania się boi. Lepiej nie ryzykować konieczności zmiany.

Wstydzimy się samych siebie?

Wstydzimy się przede wszystkim swoich emocji. To jest szczególnie znamienne dla kobiet, które są przekonane, że powinny się prezentować światu jako niezłomne profesjonalistki w każdym calu. Emocjonalność i wrażliwość postrzegają jako swoją wadę i przeszkodę na drodze do samorealizacji. Zaletą jest natomiast racjonalizm, chłodne ocenianie i kalkulowanie, a emocje traktowane są jako coś ”nieracjonalnego”, a więc mniej wartego. A tymczasem są nieprawdopodobnie pomocne w podejmowaniu dobrych decyzji. Ja też kiedyś starałam się za wszelką cenę pokazywać siebie wyłącznie jako osobę silną, zdecydowaną, opanowaną. Byłam przekonana, że moja wrażliwość i emocjonalność zupełnie nie nadają się do pokazywania, bo stanowią oznakę mojej słabości i w sprawach zawodowych tylko przeszkadzają. Po czasie zauważyłam, że jeśli nie pokazuję ludziom tej części siebie, właśnie tej „słabej”, wrażliwej i emocjonalnej, to omija mnie całe bogactwo naprawdę bliskich relacji. Kiedy zaczęłam prowadzić warsztaty, zdałam sobie sprawę, że moja empatia i zdolność okazywania oraz odbierana emocji są prawdziwym darem. Bez nich również nie byłabym w stanie pracować jako coach. Ale akceptacja tego stanu rzeczy nie była prosta.

Czyli odcinając się od tego, co podpowiada nam intuicja, pozbawiamy się bardzo czułego radaru?

Zdecydowanie tak! Intuicja sprawia, że wychwytujemy dosłownie wszystkie sygnały wysyłane nam przez otoczenie. Od razu wyczuwamy nastawienie innych ludzi do nas, potrafimy lepiej rozpoznać ich intencje. Uważność i otwartość na emocje, które są bardzo ważnym przekaźnikiem informacji i które doskonale widać np. w mowie ciała. Jeśli będziemy na nie zwracać uwagę, rzeczywiście posłużą jako doskonały kompas.

Te obserwacje doprowadziły panią do napisania książki „100 pomysłów, jak być dla siebie dobrą”. Dlaczego dobrą, a nie dobrym?

Uważam, że każdy w życiu ma coś swojego do zrobienia i wygląda na to, że mnie przypadła w udziale praca z kobietami. Być może dlatego, że sama nią jestem. Wiele wskazówek, które zawarłam w książce, opartych jest na moich doświadczeniach właśnie jako kobiety i jako coacha. Pomysły spisywałam na bieżąco, każdego dnia notując swoje spostrzeżenia. W książce mówię więc o tym, co jest dla mnie prawdziwe i inspirujące, a przede wszystkim osadzone w codzienności. W pewnej mierze ten zbiór jest osobistą opowieścią, pisaną z dużą życzliwością dla tych, którzy szukają swojej ścieżki i chcą dotrzeć do tego szczęścia. W ciągu ostatnich sześciu lat spotkałam wiele pań, które dają z siebie naprawdę wszystko, są zaangażowane w to, co robią i wkładają w to wiele wysiłku i czasu. Patrząc na nie z boku trudno byłoby uwierzyć, że nie akceptują swojego wyglądu, są przekonane o swojej nikłej wartości, nie doceniają własnych osiągnięć i często są zwyczajnie nieszczęśliwe. Nie wierzą w siebie i swoje możliwości, nie szanują siebie samych, szukając przede wszystkim uznania ze strony innych. Mężczyźni też szukają sposobów samorealizacji, cenią sukces i uznanie, ale im znacznie łatwiej przychodzi adekwatna ocena samych siebie. A ja po prostu czuję, że to, co robię i mówię, chcę zaadresować do kobiet.

Jednym z opisanych w książce pomysłów jest pisanie dziennika. W jaki sposób może to w czymkolwiek pomóc?

Wracamy tu do nawiązywania i utrzymywania kontaktu ze sobą. Nie sprawia nam żadnych trudności wysłuchanie przyjaciółki, zrozumienie jej i doradzenie, co może zrobić, gdy napotyka na jakiś problem. Gdy jest jej ciężko, okazujemy wsparcie, czasem przytulamy i ocieramy łzy. Kiedy zjemy posiłek, potrzebujemy czasu, żeby go przetrawić i pobrać z niego potrzebną nam energię. Każdy dzień dostarcza nam takiego właśnie posiłku w postaci informacji, wrażeń i odczuć. Pisanie dziennika pozwala je uporządkować, wyciągnąć z nich wnioski i je spożytkować. Łatwiej jest wtedy pewne rzeczy zauważyć, bo pisanie wymaga dużej koncentracji. Prowadzę dziennik od siedmiu lat i dzięki temu mam pełną świadomość zmian, jakie we mnie zachodzą. To tak, jakbym cały czas miała przy sobie tę najlepszą przyjaciółkę.

Istnieje ćwiczenie coachingowe, polegające na przypomnieniu sobie pod koniec dnia kilku rzeczy, za które możemy być wdzięczni. Z własnego doświadczenia wiem, że to jest naprawdę trudne. Zastanawiam się, dlaczego przywołanie dobrych wspomnień może być tak kłopotliwe.

A co było w tym trudnego? Wydawało mi się, że w tym zwykłym dniu nie wydarzyło się nic tak szczególnego, żebym musiała z tego powodu odczuwać aż wdzięczność.

O tak, znam to (śmiech). Tak, wydaje nam się, że wdzięczność to jest coś, co powinno pojawiać się w wyjątkowych sytuacjach, zwłaszcza wtedy, gdy doświadczyliśmy czegoś z istotnym udziałem innych osób. Wdzięczni możemy być za pomoc, a nie za to, że mamy kolejny dzień za sobą. Większość tego, co nam się przydarza, traktujemy jako oczywistość, chociażby to, że możemy się ruszać. Za co tu być wdzięcznym? Ano za to, że na przykład nie musimy pokonywać bariery niepełnosprawności czy za to, że możemy po prostu żyć. To praktykowanie wdzięczności rzeczywiście nie jest łatwe, a na początku może się zdawać nawet sztuczne lub niepoważne. Naprawdę warto doceniać nawet drobne wydarzenia, bo dzięki temu często okazuje się, że to nasze życie jest tak naprawdę całkiem sympatyczne i udane. Znika wtedy poczucie przeciętności i powszedniości.

Dużo rozmawiamy o relacji z samym sobą. A czego nam brakuje w relacjach z innymi?

Kluczem jest mimo wszystko ta osobista więź z samą sobą. Ona daje bardzo mocny fundament do budowania relacji z otoczeniem. Bardzo ważne jest bycie autentycznym, dzięki czemu jesteśmy spokojni, spójni wewnętrznie i zewnętrznie, zdrowo zdystansowani także do siebie samych. Udawanie kogoś, kim się nie jest, na dłuższą metę przyniesie głównie kłopoty. Znowu odwołam się do kobiet, które w relacjach z mężczyznami często przybierają różne pozy i starają się za wszelką cenę zbudować wizerunek, jaki ich zdaniem prezentować powinny. Wchodzą w role, które potem często konsekwentnie odgrywają. I któregoś dnia ta rola zaczyna je uwierać. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest szczerość i otwarte mówienie o swoich potrzebach, bo wtedy nie zafundujemy sobie i innym rozczarowania i przykrości. Oczywiście najpierw trzeba te swoje potrzeby poznać i zaakceptować.

Czyli zdjąć maskę, stanąć przed lustrem i...?

I uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czego my w ogóle chcemy od życia. Czego oczekujemy od relacji z innymi ludźmi. Nie od tych ludzi, tylko od relacji z nimi – to dwie różne rzeczy. Co jest dla nas wartością, bez której nigdy nie poczujemy się naprawdę spełnieni. Dla mnie najbardziej sycąca jest możliwość dzielenia się uczuciami. Z jednej strony mówienia o tym, co mnie porusza, ciekawi i co jest dla mnie ważne, a z drugiej – słuchania o tym, co jest wartościowe dla drugiej osoby. Z tego płynie niesamowita energia.

Zachęcam też do tego, by przyjrzeć się tym relacjom z drugą osobą i zadać sobie pytanie, co tak naprawdę czuję, gdy jestem w jej towarzystwie. Czy jest mi dobrze, czy może jednak pojawia się jakiś dyskomfort. Czy ta osoba nas słucha, czy ocenia. Czy udziela nam rad, czy nas poucza. Co chcielibyśmy od tej osoby otrzymać i co możemy zaoferować jej my. Na pewno nie w każdej relacji będzie nam wygodnie, z niektórymi ludźmi będzie nam dobrze w pracy, z innymi będziemy się dobrze bawić, a jeszcze inni będą nas irytować. Spokojna ocena więzi społecznych pozwoli rozpoznać te najcenniejsze, które zasługują na najwięcej uwagi.

Warto też przestać skupiać się na swoich niedoskonałościach, także tych fizycznych. Kobiety potrafią być wobec siebie bardzo surowe i krytyczne, przerysowując te swoje niedostatki i w nich upatrując przyczyn ewentualnych niepowodzeń lub trudności.

I wtedy będziemy potrafili uśmiechnąć się do swojego odbicia w tym lustrze?

Przejście takiej drogi i uświadomienie sobie, kim jesteśmy, czego pragniemy i dokąd chcemy dojść to duże wyzwanie. Dzięki niemu będziemy jednak w stanie szczerze polubić samych siebie. A to, jacy jesteśmy dla siebie, emanuje na nasze kontakty z innymi ludźmi i wpływa dosłownie na wszystko, co robimy. A tę drogę można zacząć właśnie od bycia dla siebie dobrą i dobrym. Jeśli potrafimy sprawiać przyjemność naszym bliskim, to sprawmy taką samą sobie. Jest jedno pytanie, które niesamowicie to ułatwia – za czym tęsknię. Jeśli na nie odpowiemy, to do szczęścia będzie już blisko.

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

SPECJALNOŚĆ ZAKŁADU

Cudowny eliksir z jabłek
Cudowny eliksir z jabłek
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Miód – słodkie remedium
Miód – słodkie remedium
Na co komu zmiana czasu?
Na co komu zmiana czasu?
5 powodów do założenia warzywnika
5 powodów do założenia warzywnika
Antystresowe kredki
Antystresowe kredki
Relaks na kamieniu
Relaks na kamieniu
Na przekór grawitacji
Na przekór grawitacji
Arrow
Arrow
Slider