Za nami Black Friday – najgorętszy dzień w roku, z punktu widzenia handlowców. Konia z rzędem temu, kto stawił czoła czarowi piątkowych wyprzedaży! A jeśli nawet oparliście się sklepowym pokusom, nie znaczy to jednak, że wasz portfel jest już bezpieczny. Prawdziwa walka z potęgą marketingu dopiero się zaczyna.

zakupy kobieta PixabayFot. Pixabay.com

Black Friday, czyli Czarny Piątek, to dzień, w którym w sklepach rzeczywiście robi się czarno – od wypełniających je tłumów ludzi, ogarniętych gorączką zakupów. To, co w Stanach Zjednoczonych jest już tradycyjnym szaleństwem, u nas dopiero nabiera rozpędu, ale i tak ten dzień zaczyna przypominać pozycję „Start” na trasie wyścigu do idealnych świąt Bożego Narodzenia.

Polska platforma reklamowa SalesManago podała, że „czarnopiątkowa” e-sprzedaż dokonywana za jej pośrednictwem jest ponadtrzykrotnie większa od sprzedaży w piątek zwykły. W zeszłym roku było to aż 270 tysięcy transakcji. Szaleństwo ogarnia jednak nie tylko konsumentów. Black Friday jest okazją sprzedażową, którą z powodzeniem wykorzystują firmy oferujące towary i usługi dla biznesu, nawet jeśli nie mają one nic wspólnego ze świętami.

Gorączka wywoływana przez hasło „Black Friday” jest tak wielka, że dla jej ugaszenia ustanowiony został międzynarodowy Dzień Bez Zakupów, przypadający w ostatnią sobotę listopada. W 2017 roku obie te daty znalazły się tuż obok siebie – 24 i 25 listopada. Po Czarnym Piątku, który opustoszy niejedno konto bankowe, nastąpiła więc sobota, która dla wielu osób będzie zapewne dniem przykrego dysonansu pozakupowego. A potem znów wrócimy do sklepów…

„Jingle bells, jingle bells...”

Według amerykańskiej National Retail Federation czas między Czarnym Piątkiem a Bożym Narodzeniem generuje aż 40 proc. rocznego obrotu w handlu na terenie Stanów Zjednoczonych. Agencja szacuje, że do obsługi klientów w tym czasie potrzeba co najmniej pół miliona dodatkowych, sezonowych pracowników. Wszystko po to, by wyprzedać towar nagromadzony tuż przed bardzo ważnym dla Amerykanów Świętem Dziękczynienia i zrobić miejsce dla towarów reklamowanych jako idealne prezenty gwiazdkowe.

– Święta są taką okazją, kiedy ponoszą nas emocje. W szczególności dotyczy to świąt Bożego Narodzenia. Jest to świetna okazja, żeby wykorzystać obniżoną kontrolę zakupową u konsumentów – mówi prof. Alicja Grochowska z Uniwersytetu SWPS. – Kiedy jesteśmy w takim miłym, pozytywnym nastroju – a święta większość ludzi w taki nastrój wprawiają – będziemy łatwiej ulegać różnym perswazyjnym komunikatom, które się w tym czasie pokazują. W związku z tym będziemy łatwiej kupować. Kiedy jesteśmy w dobrym nastroju, łatwiej sięgamy do portfela i wydajemy pieniądze nawet bez tych perswazyjnych przekazów – dodaje.

zakupy sklep galeria handlowa Fot. Pixabay.com

Firmy świetnie zdają sobie sprawę z tego, że im wcześniej zaczną budować w nas świąteczny nastrój, tym łatwiej osiągną swój cel. Kiedy jest już bardzo blisko świąt, wielu z nas jest już zbyt zabieganych, by czerpać radość z zakupów. Zaczynamy odczuwać stres, bo świąteczne przygotowania są źródłem wielkiego napięcia, zwłaszcza wśród kobiet. Wtedy też zakupy przestają być tak przyjemne i zaczynamy skrupulatniej liczyć wydawane pieniądze. Dlatego świąteczne towary pojawiają się na półkach już w październiku.

Świąteczne piosenki i dekoracje sprawiają, że robi nam się miło, budzą się w nas dobre wspomnienia z dzieciństwa i nawet nie wiemy, kiedy wpadamy w świąteczny błogostan. A gdy dojdzie do tego jeszcze zapach, wtedy jesteśmy już zgubieni.

– Węch jest zmysłem, który jest bardzo mocno związany z naszymi wspomnieniami, zwłaszcza pamięcią osobistą. Jesteśmy bardzo wrażliwi na zapachy, nawet gdy nie zdajemy sobie z tego sprawy. One nastrajają nas emocjonalnie, nostalgicznie i mogą powodować naszą większą uległość na perswazję – wyjaśnia prof. Grochowska.

Galeria zamiast kozetki

Specjaliści od marketingu wykorzystują nie tylko nasze zmysły. Dobrze pamiętają o tym, że zakupy zaspokajają nasze potrzeby zgodnie z piramidą Maslowa i wywołują w nas adekwatną satysfakcję. Zakupy, które służą zaspokajaniu potrzeb elementarnych – żywność, proszek do prania, herbata, pasta do butów – nie sprawiają nam żadnej frajdy. To po prostu jeden z wielu codziennych obowiązków. Wystarczy jednak, że wyjdziemy kawałek poza tę prozę życia i sprawimy sobie coś, co nie jest nam absolutnie niezbędne, by w mózgu aktywował się ośrodek nagrody i zrobiło się przyjemnie…

– Wiele osób, mniej lub bardziej świadomie, stosuje taką „autopsychoterapię”. Czy to będzie duże dopieszczenie „ego” przez zakup bardzo luksusowego ubrania, a może samochodu, czy małe – przez zakup szminki lub lakieru do paznokci, to na mniejszą lub większą skalę efekt jest podobny. W rzeczywistości nie potrzebujemy tych produktów, moglibyśmy się bez nich obyć, ale czujemy się troszkę lepsi, podnosimy sobie prestiż. To efekty krótkotrwałe, ale czasami nam potrzebne – twierdzi ekspertka.

zakupy torba louis vuittonFot. Pixabay.com

Kupowanie sprawiające nam satysfakcję może doprowadzić do uzależnienia. Ponieważ radość z niego nigdy nie trwa długo, trzeba wrócić do sklepu po kolejną porcję przyjemności. Tak zaczyna się zakupoholizm, wbrew pozorom nie dotykający wyłącznie kobiet.

Zakupy stały się też pewną formą życia rodzinnego i towarzyskiego. Oczywiście polecamy, by poszukać innych sposobów na spędzanie razem wolnego czasu, ponieważ świat na sklepach ani się nie zaczął, ani się nie skończy. Jeśli jednak dla kogoś jest to jedyna sensowna lub czasem dostępna alternatywa dla siedzenia w domu przed telewizorem, to z dwojga złego lepsza ta wizyta w galerii handlowej. Są miasta, w których – zwłaszcza jesienią i zimą – centrum handlowe jest jedynym miejscem, gdzie coś się dzieje.

Slow shopping, czyli w stronę sklepu idziemy powoli

Bieganie między półkami przeładowanymi towarem jak mało co kłóci się z duchem filozofii slow life, chociaż my w Povoli też zdajemy sobie sprawę, że magnesom głoszącym: „dziś wszystko -50%” trudno się oprzeć. Warto jednak wziąć głęboki oddech, policzyć głośno do dziesięciu i zastanowić się, czy te wszystkie rzeczy, na które właśnie ostrzymy ząbki, naprawdę są nam potrzebne. I co dokładnie się stanie, jeśli nie kupimy właśnie dzisiaj pary butów, tabletu, palety do makijażu, płaszcza, pięciu książek i uroczego zestawu do parzenia zielonej herbaty. Czy faktycznie przejdzie nam koło nosa handlowa okazja życia?

Prof. Alicja Grochowska podaje trzy powody, dla których warto ograniczyć kupowanie:

  • zyskujemy pieniądze (a właściwie nie tracimy ich),
  • zyskujemy czas na inne aktywności,
  • zyskujemy poczucie kontroli, ponieważ naszymi działaniami nie kieruje impuls zakupowy.

Żeby osiągnąć te trzy korzyści, wystarczy założyć, że po upatrzoną rzecz pójdziemy do sklepu dokładnie za tydzień. Jeśli będzie nam ona potrzebna i pisana, za kilka dni znajdzie się w naszych rękach. Możecie być zaskoczeni, z jak wielu „okazji” zrezygnujecie bez najmniejszego żalu. O wielu za tydzień nie będziecie nawet pamiętać.

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

SPECJALNOŚĆ ZAKŁADU

Cudowny eliksir z jabłek
Cudowny eliksir z jabłek
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Miód – słodkie remedium
Miód – słodkie remedium
Na co komu zmiana czasu?
Na co komu zmiana czasu?
5 powodów do założenia warzywnika
5 powodów do założenia warzywnika
Antystresowe kredki
Antystresowe kredki
Relaks na kamieniu
Relaks na kamieniu
Na przekór grawitacji
Na przekór grawitacji
Arrow
Arrow
Slider