Kiedy postanowiła pani zostać minimalistką?

Zacznijmy od tego, że nie lubię tego określenia. „Minimalistka” to dość powierzchowna etykietka, wolę raczej mówić o pewnym narzędziu, jakim się używa w budowaniu swojego podejścia do życia. I to podejście praktykuję od ponad pięciu lat.

prosta drogaFot. Pixabay.com

To już długo, zważywszy że zainteresowanie prostym życiem dopiero od niedawna zyskuje u nas popularność, a nawet staje się modne.

Minimalizm to zdecydowanie postawa, a nie chwilowy trend. Chociaż nie widzę też niczego złego w tym, że staje się on modny. Cieszę się, że o tym się dużo mówi i pisze, że ten sposób myślenia coraz bardziej się ludziom podoba. Dzięki temu mogą chcieć wprowadzać w swoim życiu zmiany, które okażą się dla nich bardzo korzystne. Nawet jeśli ta tendencja zainteresuje kogoś tylko na chwilę, to i tak jest wartościowa. Ja wybrałam tę drogę z potrzeby rozwiązania problemów, na jakie napotkałam w swoim życiu.

Co było tym impulsem?

Nie było to konkretne wydarzenie. Raczej kierowało mną narastające zmęczenie zbyt intensywną codziennością i poczucie, że nie chcę tak dalej żyć. Był to okres, w którym z każdym kolejnym poniedziałkiem dochodziłam do przekonania, że nie mogę funkcjonować w takim tempie i napięciu, bo nic dobrego z tego dla mnie nie wynika.

Zetknęłam się z opisem minimalizmu jako filozofii, w której człowiek powinien ograniczyć liczbę posiadanych przedmiotów do zaledwie stu. Pani mówi nie o wyborze rzeczy potrzebnych, lecz o wyeliminowaniu tych, które potrzebne nie są. Z czego najtrudniej było pani zrezygnować?

Rezygnowałam wyłącznie z tego, czego nie potrzebowałam, więc nie przysporzyło mi to większych trudności. Owszem, były emocjonujące chwile, bo przestawienie się na te minimalistyczne tory wymaga swoistego rozrachunku z przeszłością. Pożegnanie objęło bowiem nie tylko przedmioty i miejsca, lecz także niektóre relacje. Jeśli eliminujemy to, co w naszej własnej ocenie jest zbędne – zarówno w sferze materialnej, jak i emocjonalnej – uwalniamy się od ogromnego balastu. Nie ma zatem niczego, czego można byłoby naprawdę żałować. Jeśli odejście od czegokolwiek wywołuje żal, tęsknotę lub wewnętrzny opór, to znaczy, że moment rozstania nie nadszedł i być może nie nadejdzie nigdy. Minimalizm nie oznacza przecież porzucenia całego dotychczasowego życia, bo zawsze są w nim także rzeczy i sprawy wartościowe, piękne i ważne. Tym, co może nastręczać trudności, jest konieczność pogodzenia z faktem, że oto zamknął się pewien etap tego życia i dalej będzie już inaczej. To zmiana sama w sobie jest wyzwaniem.

Pani zdaniem ograniczyć trzeba nie tylko chęć posiadania przedmiotów, lecz także pragnienie doznań, wrażeń i kontaktów z innymi ludźmi. Czemu miałaby służyć rezygnacja z doświadczeń?

Przede wszystkim ograniczenia stawiamy sobie w sferze materialnej, żeby przestała ona dominować w naszym życiu. Przedmioty powinny stanowić wyłącznie narzędzie do realizacji marzeń i planów, a nie cel sam w sobie. Istnieje niebezpieczeństwo, że odchodząc od tej żądzy posiadania na własność przeniesiemy naszą uwagę i aktywność właśnie w obszar przeżyć i doświadczeń. W gromadzeniu doświadczeń nie ma niczego złego, jednak można się w tym zatracić, popadając w uzależnienie od nowych wrażeń. Minimalizm jest drogą, na końcu której jest przede wszystkim równowaga.

Myśl o prostszym życiu pojawia się najczęściej u osób, które mają już zbudowane relacje rodzinne, przyjacielskie, zawodowe. Siłą rzeczy „przejście na minimalizm” dotyczy też ich bezpośredniego otoczenia. Jak rozpocząć ten proces, żeby nie był dla bliskich kłopotliwy?

Każdy z nas ma indywidualne przekonania, potrzeby, marzenia. Nie musimy w naszą przemianę angażować wszystkich jednakowo, ale nie możemy też podejmować tej decyzji jednoosobowo, zwłaszcza gdy wiążą nas już zobowiązania rodzinne. Ludzie, którzy są nam szczególnie bliscy, powinni wiedzieć, co nami kieruje. Dzięki temu będą mogli lepiej nas zrozumieć i być może wziąć udział w tym procesie, wspierając nas lub nawet dołączając do nas. To ma kluczowe znaczenie dla relacji rodzinnych, partnerskich i przyjacielskich. Może oczywiście zdarzyć się, że decyzja o zmianie sposobu życia wywoła konflikt w obrębie wyznawanych wartości, szczególnie gdy druga strona odczuwa silną potrzebę sukcesu we współczesnym sposobie jego definiowania, czyli przede wszystkim materialnego. Nie można wykluczyć, że dwie osoby nagle zaczną iść zupełnie różnymi drogami i na to już żadnej cudownej recepty nie ma. Wierzę jednak, że nawet gdy w pierwszej chwili sytuacja wyda się beznadziejna, spokojna i rzeczowa rozmowa może zdziałać wiele dobrego i pomóc w dojściu do niezbędnego kompromisu.

Minimalizm służy niewymuszonej zmianie życia na prostsze. Pani zdaniem jest on czymś innym, niż dobrowolna prostota...

Oba te pojęcia mają ze sobą wiele wspólnego. Różnica polega na tym, że minimalizm kładzie wyraźny nacisk na jak największe ograniczenie ilościowe w każdej dziedzinie życia i na szukanie sposobów osiągnięcia satysfakcji z niego przy jak najmniejszych kosztach. Minimalista zawsze będzie zadawał sobie pytanie, czy nie da się aby zrezygnować z czegoś jeszcze. Ruch dobrowolnej prostoty nie zawiera w sobie tego elementu liczenia, ponieważ skupia się przede wszystkim na umiejętności cieszenia się prostymi rzeczami i zdarzeniami.

W dążeniu do optymalizacji ilościowej podkreśla pani znaczenie właściwego użytkowania rzeczy, włączając w to upcykling i dzielenie się przedmiotami. O ile kreatywne przetwórstwo jest coraz bardziej popularne, to pomysł wspólnych dóbr jest już chyba sprzeczny z naszą mentalnością?

Wciąż pokutuje w nas pamięć o czasach, gdy nie można było niczego dostać i kiedy wzdychaliśmy do rzeczywistości krajów, w których sklepowe półki były po brzegi pełne. Dlatego tak bardzo cenimy sobie posiadanie na własność. Szkoda, bo ta miniona konieczność przerabiania przedmiotów i ich maksymalnego wykorzystywania była bardzo przydatna. To jej zawdzięczamy naszą kreatywność. Wynikająca z tego niedoboru potrzeba dzielenia się przedmiotami pozwalała budować i zacieśniać relacje. Potem rzuciliśmy się w wir zakupów i przestaliśmy rzeczy szanować. A osoby, które chcą coś od nas pożyczyć, uważamy za zwyczajnych skąpców. Na szczęście widzę, że młodzi ludzie stopniowo wyzbywają się już tego przymusu posiadania i chętnie sięgają po rozwiązania, które umożliwiają im skorzystanie z czegoś bez konieczności kupowania.

Sądzę zresztą, że takie podejście będzie coraz popularniejsze, bo coraz więcej osób odczuwa zmęczenie nadmiarem dóbr i możliwości wyboru. Ludzie zaczynają sobie zdawać sprawę, że nie muszą posiadać na własność przedmiotu na każdą możliwą okoliczność, niezależnie od tego, czy ona w ogóle się wydarzy. Warto poszukać osób, które myślą podobnie, jak my i nie widzą niczego złego w pożyczaniu przedmiotów, wymienianiu się nimi lub po prostu oddawaniu. Marnotrawstwem jest bezużyteczne przechowywanie czegoś, natomiast podzielenie się z nim przynosi prawdziwą radość.

W życiu minimalisty im mniej, tym więcej. A właściwie lepiej. Da się to równie łatwo przenieść także na relacje?

Rzeczywiście minimalizm jest dla mnie między innymi brakiem zgody na bylejakość, inaczej nie da się uzyskać tych maksymalnych korzyści, o których przed chwilą powiedziałam. Przyjęcie takiej postawy także w sferze interpersonalnej tylko z pozoru wydaje się trudne. Pojawia się oczywiście obawa o naruszenie status quo i poczucie, że oto traktujemy ludzi jak przedmioty. Tu jednak nie chodzi o ocenę osoby, ale naszej więzi z nią, a to są zupełnie odmienne kwestie. Rozumiem taki niepokój, bo sama przechodziłam przez ten etap. Proszę jednak zwrócić uwagę na to, że często bardzo dobrze identyfikujemy i widzimy te powierzchowne, niewygodne, czasem nawet toksyczne relacje. Wartościowa relacja przynosi podobną satysfakcję i radość obu stronom. Kiedy jednak pojawia się w niej wrażenie przymusu, dyskomfort lub poczucie bezcelowości, wtedy trzeba się zastanowić, czy rzeczywiście zasługuje ona na miejsce, jakie zajmowała w naszym życiu do tej pory. Nie trzeba jej od razu zrywać, czasem wystarczy nadać jej adekwatną rangę.

Łatwo może przyjść wejście na minimalistyczne tory, kiedy dopada nas zmęczenie, stres, wypalenie. Gorzej, gdy za pogarszającą się jakość życia odpowiedzialna jest choroba...

Minimalizm jest uniwersalnym narzędziem, którego skuteczność nie jest wyznaczana z góry zdefiniowanymi okolicznościami. W niektórych sytuacjach przyjęcie tej postawy może być po prostu łatwiejsze, naturalne, spontaniczne. Mam koleżankę, która musiała zmierzyć się z chorobą nowotworową i to był czas, w którym zainteresowała się minimalizmem. Nie stała się jego wielką orędowniczką, ale zmiana sposobu myślenia i działania bardzo ułatwiła jej proces leczenia. Dzięki temu miała siły, by podjąć z chorobą walkę zakończoną sukcesem.

Prowadzony przez panią „Prosty blog” przyciąga wielu czytelników. Na co najczęściej zwracają uwagę?

Przede wszystkim na autentyczność. Nie buduję swojego wizerunku jako guru w dziedzinie minimalizmu. Nie oznajmiam prawd objawionych i nie wygłaszam przykazań, jak żyć. Jak każdy popełniam błędy, mam swoje słabości, do których się przyznaję, opisuję swoje minimalistyczne doświadczenia. Trzeba szanować ludzką wolność i różnorodność opinii, a nie propagować jakąś jedynie słuszną ideę. Dzięki temu moje spostrzeżenia są dla wielu osób ciekawe i czasem inspirujące. Otrzymuję wiele komentarzy i maili, w których czytelnicy opisują własne decyzje i działania zmierzające do uproszczenia życia. Z niektórymi z nich udaje mi się spotkać i nawiązać bardzo dobry kontakt. Fakt, że mój blog i książka zainspirowały kogoś do zmiany i posmakowania tego prostego życia, zawsze sprawia mi wielką radość. To znak, że minimalizm działa.

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

MYŚL TYGODNIA

Zote myli 1

NA DOKŁADKĘ

Kobiety biorą firmy w swoje ręce
Kobiety biorą firmy w swoje ręce
Kto się boi piątku trzynastego?
Kto się boi piątku trzynastego?
Naturalne farby do włosów
Naturalne farby do włosów
O samolotach z drewna i pilotach z żelaza
O samolotach z drewna i pilotach z żelaza
Work-life balance po polsku
Work-life balance po polsku
Agnieszki Bieńkowskiej radość tworzenia
Agnieszki Bieńkowskiej radość tworzenia
Cudowny eliksir z jabłek
Cudowny eliksir z jabłek
„Paterson”, czyli jak na nowo pokochać Jarmuscha
„Paterson”, czyli jak na nowo pokochać Jarmuscha
Arrow
Arrow
Slider