Partyzantka ogrodnicza to inicjatywa, którą najprościej opisać tak: jeśli widzisz zaniedbaną przestrzeń miejską, nie czekaj na działania władz, tylko sam upiększ to miejsce sadząc kwiaty lub inne rośliny.

Partyzantka ogrodnicza zwana jest też ogrodnictwem bez granic. Aktywiści działający w ramach tej koncepcji starają się zmieniać tereny, o które lokalne władze nie dbają z powodu pustek w miejskiej kasie czy po prostu braku zainteresowania.

kwiaty Nagły atak zieleniFot. Pixabay.com

Rzecz polega na sadzeniu roślin w starych kwietnikach, na poboczach dróg, zaniedbanych trawnikach i skwerach czy brzydkich podwórkach. Przede wszystkim chodzi o to, aby okolica stała się ładniejsza. Ważny jest też oczywiście aspekt ekologiczny. Inna istotna kwestia to zaangażowanie ludzi w oddolne, społeczne inicjatywy.

Początki

Polskie określenie „partyzantka ogrodnicza” wzięło się od angielskiego zwrotu guerrilla gardening, użytego po raz pierwszy w 1973 r. przez Liz Christy, która wraz z innymi aktywistami zamieniła jeden z zaniedbanych obszarów w Nowym Jorku w ogród - dziś jest on objęty opieką władz miejskich.

Narodziny idei walki o estetyczną miejską przestrzeń miały związek z przemianami społecznymi w Stanach Zjednoczonych w latach 60. XX w. i działalnością ruchów hipisowskich. Sadzenie roślin na terenach zarządzanych przez administrację lub duże firmy było często formą politycznej manifestacji. Chciano w ten sposób zwracać uwagę na kwestie społeczne, przejmowanie wcześniej ogólnodostępnych terenów przez korporacje, zaniedbywanie potrzeb mieszkańców, rosnące nierówności pomiędzy obywatelami, a także problemy wynikające z degradacji środowiska.

Od 2007 r. 1 maja organizowane są międzynarodowe obchody związane z partyzantką ogrodniczą, które polegają na sadzeniu słoneczników. Koncepcja specjalnego dnia poświęconego guerrilla gardening wypłynęła od działaczy z Brukseli. Idea została rozpropagowana dzięki blogowi GuerrillaGardening.org. Strona ta jest prowadzona przez Richarda Reynoldsa, działacza społecznego, który uczynił z Londynu jeden z najważniejszych ośrodków ogrodnictwa otwartego. Reynolds jest często przywoływany jako postać, która zainspirowała ludzi z wielu zakątków świata do zajęcia się miejskim ogrodnictwem. Szacuje się, że „oddziały” zielonej partyzantki działają w 30 krajach.

słoneczniki Nagły atak zieleniFot. Pixabay.com

Polskie inicjatywy

W Polsce inicjatywy związane partyzantką ogrodniczą mają dużą wartość z kilku powodów. Przestrzeń w naszych miastach zdominowana przez biurowce i wielkoformatowe reklamy. Tereny zielone będące miejscem wypoczynku mieszkańców są przemieniane w betonowe place lub sprzedawane pod nie zawsze trafione inwestycje. O tym, że tego typu działania lokalnych władz przestają się podobać społeczeństwu, świadczy chociażby ostra reakcja opinii publicznej na wycinkę parku w Rybniku. Wbrew protestom mieszkańców drzewa zostaną zastąpione przez supermarket. Partyzantka ogrodnicza może przyczynić się do wzrostu zaufania społecznego i być sposobem na budowanie lokalnych wspólnot. Pokazuje też, że przestrzeń publiczna nie jest niczyja, ale wspólna.

Nie brakuje grup, które aktywnie promują działania w ramach partyzanckiego ogrodnictwa. Jedną z nich są Kwiatuchi, duet artystyczny z Warszawy, który pierwszą akcję przeprowadził w 2009 r. siejąc kwiaty w zaniedbanych kwietnikach przed Ministerstwem Gospodarki. O tym, że podobne działania mają sens i mogą zwrócić uwagę władz na problem przestrzeni publicznej świadczy fakt, że Miasto Stołeczne Warszawa poprosiło Kwiatuchi o przygotowanie Centrów Porad towarzyszących konkursowi „Warszawa w kwiatach i zieleni”. Zazielenianiem polskich miast zajmują się też m.in. organizatorzy projektu SIE-JE w mieście i śląski oddział Miejskiej Partyzantki Ogrodniczej firmowany przez Fundację „Zielone Miejsce”.

Ważne są również działania artystów. Palma Joanny Rajkowskiej stojąca na skrzyżowaniu Alej Jerozolimskich i ulicy Nowy Świat w Warszawie, chociaż sztuczna, była przyczynkiem do dyskusji o sztuce w przestrzeni miejskiej innej niż rzeźba i zwróciła uwagę na tzw. kulturę codzienności, tworzenie miejsc przyjaznych dla mieszkańców.

Jak zostać ogrodowym partyzantem?

Partyzantka ogrodnicza nie jest niczym trudnym. Wielu partyzantów za przejaw guerrilla gardeningu uznaje chociażby hodowanie kwiatków na balkonie czy uprawę małego ogródka pod blokiem.

Z posadzeniem kilku kwiatów powinna sobie poradzić znakomita większość osób. Efektywnym sposobem na uprawianie partyzantki ogrodniczej jest rozsiewanie tzw. bomb kwiatowych. Tworzy się je poprzez zmieszanie gliny, kompostu i nasion. Richard Reynolds poleca tu stosowanie proporcji 5 : 1 : 1, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, żeby opracowywać własne przepisy. Powinno się wybierać do tego nasiona kwiatów lokalnych, aby nie zaburzać ekosystemu roślinami obcymi. Najlepiej będzie, jeśli będą to kwiaty nie wymagające dużej ilości wody czy stałej pielęgnacji, ponieważ trudno nam będzie doglądać wszystkich roślin rozrzuconych po mieście. Mają one poradzić sobie same. Kulki z nasionami dobrze jest podrzucać na niezagospodarowany grunt po deszczu.

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

MYŚL TYGODNIA

Zote myli 1

NA DOKŁADKĘ

Kobiety biorą firmy w swoje ręce
Kobiety biorą firmy w swoje ręce
Kto się boi piątku trzynastego?
Kto się boi piątku trzynastego?
Naturalne farby do włosów
Naturalne farby do włosów
O samolotach z drewna i pilotach z żelaza
O samolotach z drewna i pilotach z żelaza
Work-life balance po polsku
Work-life balance po polsku
Agnieszki Bieńkowskiej radość tworzenia
Agnieszki Bieńkowskiej radość tworzenia
Cudowny eliksir z jabłek
Cudowny eliksir z jabłek
„Paterson”, czyli jak na nowo pokochać Jarmuscha
„Paterson”, czyli jak na nowo pokochać Jarmuscha
Arrow
Arrow
Slider