Czasami dobry pomysł nie wystarcza. To zaledwie preludium do wdrażania idei i pracy nad nią. To zadanie potrafi całkowicie pochłonąć. Maria Dąbrowska-Majewska, prezeska warszawskiej Fundacji Zmiana i inicjatorka bibliotek sąsiedzkich, codziennie staje przed wyzwaniem, aby jej życiowy plan się powiódł, mimo że na drodze do zmiany stoi wiele przeszkód.

 czytanie książekFot. Pixabay.com

- Pomysł urodził się w grudniu 2011 roku – opowiada. – Przypadkiem, podczas rozmowy wokół czego integrować sąsiadów. Zastanawiałyśmy się, jaką formę powinny przyjąć sąsiedzkie miejsca spotkań. Nie było wątpliwości, że ludzie mają potrzebę rozmowy.

Rozmowę najłatwiej zacząć od książek. A jeżeli książki, to najlepszym rozwiązaniem jest biblioteka, w której można gromadzić, wypożyczać i wymieniać, która jest przede wszystkim miejscem dialogu: - Działamy od trzech lat. Światło w bibliotece zaczęliśmy zapalać pod koniec października 2012 roku. Praska Biblioteka Sąsiedzka to miejsce, które funkcjonuje bez pieniędzy. Nie ma etatów – kontynuuje Maria. - Wszystko pochodzi od ludzi, począwszy od papieru toaletowego, skończywszy na zamkach w drzwiach. W tej przestrzeni dzieje się to, co sobie ktoś wymyśli i chce robić. I tylko to. Program jest taki, że nie ma programu, celów, założeń, jest jedynie czas.

Jest zdania, że książki nie dzielą. Mogą je czytać wszyscy. Książki nie mają założeń i wymagań. Jest im wszystko jedno, jaki ma się status, gdzie i kim się jest. Książek nie interesuje tożsamość, czy pochodzenie: - Wiem, że oprócz tego książki to jeszcze treść, ale to już zupełnie inne historia, czyli inna opowieść. Są najprostszym biletem wstępu do kultury.

Wokół działań Marii Dąbrowskiej-Majewskiej skupiają się ludzie. Czasem jest ich kilkoro, czasem trochę więcej. - Przy czerwcowej niedzielnej akcji czytania na Placu Defilad nagle zauważyłam, że było nas ponad dwadzieścioro. Jednych znam długo, inni przyszli za tymi, których znam, niektórzy pojawili się nie wiadomo skąd i po prostu są. Powiem tak - jest w tej chwili osiem par kluczy do biblioteki. Nie wiem, kto kiedy przychodzi i co robi. Próbuję połączyć ludzi, a potem niech się dzieje.

Jej światopogląd opiera się na Dekalogu, Manifeście Komunistycznym oraz Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. Jednocześnie nie znosi pojęcia systemu. Twierdzi, że jest antysystemowa. Może dlatego stworzyła projekt „Książki w Pudle”: - Miałam doświadczenie, że nigdzie nie czyta się i nie mówi o literaturze tyle, co w więzieniu. Skoro lubię rozmawiać o książkach, więc dlaczego nie prowadzić tej dyskusji tam? – konkluduje. - Poza tym więzienie to zawsze jest temat tabu, pozbawiony myślenia w kategoriach, że to może dotyczyć każdego z nas, bo różne są koleje losu.

Chcąc nadać kampanii „Książki w Pudle” wymiar ogólnopolski, Fundacja Zmiana zorganizowała akcję „Majewskich posadzili”: - My wszyscy nazywamy się Majewscy i dlatego najłatwiej jest nam zrobić coś wokół tego nazwiska. Ma ono też drugie dno: Konstytucja 3 Maja dawała Żydom nazwiska. Wielu zostało wtedy Majewskimi – uśmiecha się Maria. – Pomysł z tatuażami pojawił się, bo jeden z więźniów miał na czole tatuaż „jebać sąd” i było wokół tego sporo zamieszania. W proteście chciałam mieć podobnie radykalny tatuaż. Stanęło na tym, że idziemy w tatuaże, ale każdy podaje tytuł swojej ulubionej książki.

Celem projektu było nagłośnienie problemu braku książek w bibliotekach w zakładach karnych. Według danych Fundacji Zmiana 80% skazanych czyta regularnie. Z pudeł udało się wypakować 160 tys. książek, które trafiły do 32 zakładów. - Przyjaźnię się z Magdą i Szymonem Majewskimi. Razem z Magdą tworzymy biblioteki sąsiedzkie, więc poprosiłyśmy Szymona, żeby zgodził się zostać twarzą kampanii. Cała akcja „Majewskich posadzili” była zrobiona za 0 złotych dzięki prywatnym kontaktom i ludzkiej życzliwości, kiedy więc dostaliśmy nagrodę za kampanię społeczną roku, byłam w szoku, ponieważ widziałam inne projekty i znałam ich budżety – dopowiada.

Maria nie śledzi rynku książek. Interesuje się antropologią kultury. Czyta bardzo powoli, bardzo szczegółowo i nielinearnie. Lubi wielkie powieści: - Najbardziej „Ulissesa”. Zazdroszczę Irlandczykom takiego wieszcza. Jacy wieszcze, takie kraje… Tęsknię za Dostojewskim, Proustem, Tołstojem, Faulknerem. Czytam Iwaszkiewicza. Uczę się czytać Miłosza.

Nie znajduje powodów do szczególnej dumy z tego, co tworzy. Cieszy się, że gra na nosie systemowi i jego rozwiązaniom, że robi, co chce. Często jej się nie udaje i odnosi porażki, jednak ma satysfakcję, że może o nich głośno mówić.

- Może jestem dumna z tego, że znam wiele bardzo różnych osób? – zastanawia się.
- A twoje plany? – pytam. Kręci głową.
- Nie mam. Trwam. Jak mawiała jedna z założycielek bibliotek sąsiedzkich, Iza Kiljańska, w życiu najważniejsze jest życie. Miała rację.

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

MYŚL TYGODNIA

Złote myśli 1 3

NA DOKŁADKĘ

Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Z wizytą u świętego Mikołaja
Z wizytą u świętego Mikołaja
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Amarantus – jak to jeść?
Amarantus – jak to jeść?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Arrow
Arrow
Slider