Co się stało, że w końcu – trudno się przyznać, ale po kilku miesiącach – poszłam do kina? Co się stało, że zmusiłam się, aby wsiąść w samochód w mroźny wieczór na początku 2017 roku i zdecydowałam, iż spędzę prawie dwie godziny w sali kinowej, która ani nie nowoczesna, ani dobrze ogrzana? Powód był jeden – nowy Jarmusch na ekranie.

Paterson Jim Jarmusch Photo Credit Mary Cybulski Fot. Mary Cybulski (źródło: Gutek Film)

Pamiętam końcówkę lat dziewięćdziesiątych, gdy w śnieżny, zimowy wieczór oglądałam „Poza prawem” z wyśmienitymi Tomem Waitsem, Johnem Lurie’m i Robertem Benignim, goszcząc u mojej kuzynki na świeżo zbudowanej antresoli, która kusiła ciepłem i spokojem w nęcącym zapachu nowego drewna. „Down by law” to było pierwsze spotkanie z Jarmuschem, a miłość do niego rozwija się jak długoletni, bo już dwudziestoletni, związek z amplitudą wzlotów i upadków. Teraz uczucie wybuchło na nowo, choć już myślałam, że po „Prawdziwych kochankach” zgasło.

Na studiach nosiłam dwa zegarki na lewym przegubie, bo przyuważyłam w „Brooklyn Boogie”, że i mój partner nosi się w ten sposób. Mimo że nie było to praktyczne rozwiązanie – czułam, iż zegarki ciążą mi w wielu sytuacjach – to jednak ten prawie fizyczny kontakt z ukochanym sprawiał, że wciąż miałam go w myślach. Wycinałam kolaże z bohaterami filmów Jima, przylepiając następnie maleńkie główki aktorów do toreb z McDonald’sa, które w tym czasie służyły mi jako baza pod trudne do rozszyfrowania dziełka.

Tym razem nie został mi żaden namacalny dowód na to, że Jarmusch znowu obudził we mnie namiętność. Chociaż nadal wycinam kolaże, nie skupiam się już na filmach, lecz podróżach, a raczej z zacięciem tnę prospekty i reklamy odwiedzanych przestrzeni.

No dobrze, więc co takiego w tym „Patersonie”, że od kilku akapitów snuję opowieść na temat życiowej miłości? Odpowiedź powinna być prosta, ale jak ugryźć najnowszą produkcję Jima, aby nie otrzeć się o banał? Odpowiem trywialnie: ten film to poezja!

Paterson Jim Jarmusch Photo Credit Mary Cybulski 1 Fot. Mary Cybulski (źródło: Gutek Film)

Poezja w ścisłym sensie, bo główna postać (wyśmienita kreacja Adama Drivera) – kierowca miejskiego autobusu – nie rozstaje się z notesem, w którym zapisuje wiersze. I poezja w sensie luźnym, ponieważ kadry są wypełnione nastrojową (nie mylić z sentymentalną!) formą i treścią. Jednocześnie, co charakterystyczne dla Jarmuscha, w filmie sporo twórczych zagadek. W mieście Paterson – nomen omen – pojawiają się poetyckie echa Franka O’Hary czy Allena Ginsberga. Zaś finałowe spotkanie tytułowego bohatera z Japończykiem jest kwintesencją artystycznej kreacji, łączy bowiem czystą, ulotną treść jak z tomiku Rona Padgetta, którego twórczość reżyser zapożyczył na potrzeby filmu.

Paterson Jim Jarmusch Photo Credit Mary Cybulski Fot. Mary Cybulski (źródło: Gutek Film)

Siedząc w kinowym fotelu, czułam napięcie związane z oczekiwaniem na najgorsze, choć taki zabieg jest przecież zupełnie obcy Jarmuschowi. Część widzów śmiała się do rozpuku – wiadomo, że Jim ma dobre poczucie humoru. Uśmiechnęłam się kilkakrotnie, ale nie wydałam z siebie żadnego głośniejszego dźwięku prócz oddechów napędzanych kłębiącymi się w głowie myślami. Osiągnęłam maksymalny poziom skupienia.

„Paterson” miał być opowieścią o pięknie, które kryje się w najprostszych rzeczach, jednak trudno mi się zgodzić z tym opisem – dla mnie to raczej podróż w życie, które niby zwyczajne, nieco nudnawe, całkowicie wykracza poza normy i konwencje tak, jak życie każdego z nas. Przynajmniej takie mam wrażenie, że każdego z nas…

Kierowca Paterson z miasta Paterson, który co wieczór spaceruje z buldożkiem Marvinem, zatrzymując się po drodze w magicznym barze, gdzie wypijane przy kontuarze piwo codziennie nabiera innego smaku. Smaku rozmów, sytuacji, obecności i zatrzymania się w czasie. Kierowca-poeta, który budzi się każdego poranka w okolicach siódmej i wchodzi w kolejny dzień, który podobny jest do poprzedniego, ale całkowicie różny. Kierowca delikatny i cierpliwy, który szczerze przyjmuje wszystkie fanaberie swojej partnerki, dzięki czemu ich związek jest pełen zrozumienia i ujmującego uczucia. Kierowca zdecydowany i opanowany, gdy bez paniki ewakuuje pasażerów z poważnie uszkodzonego autobusu albo obezwładnia uzbrojonego napastnika w barze. Wreszcie przepełniony smutkiem kierowca, gdy traci swoje zapiski, a winowajcy jest w stanie tylko powiedzieć Nie lubię cię, Marvin.

Paterson Jim Jarmusch Photo Credit Mary Cybulski Fot. Mary Cybulski (źródło: Gutek Film)

Driver stworzył nieprzeciętną kreację, a Jarmusch zadbał, abym na nowo zapłonęła uczuciem. „Paterson” to nie jest film z kategorii „do ulotnienia się w odmęcie pamięci”. Chodziłam z nim ponad tydzień, piszę o nim kilka miesięcy po obejrzeniu, wrócę do niego na pewno jeszcze nie raz.

 

Oficjalny zwiastun filmu:

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

NA DOKŁADKĘ

Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Z wizytą u świętego Mikołaja
Z wizytą u świętego Mikołaja
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Amarantus – jak to jeść?
Amarantus – jak to jeść?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Arrow
Arrow
Slider