Spiesz się powoli. Pośpiech jest złym doradcą. To wielka rzecz: umieć czekać. Błąd leży w pośpiechu. Gdy człowiek się spieszy, diabeł się cieszy. I tak dalej, i tak dalej.... A ja co? Ciągle gdzieś biegnę, ciągle coś załatwiam. Na łeb, na szyję, jakby mnie ktoś gonił. Bo to, bo tamto... Zwalniam tylko sporadycznie, a tylko czasami na chwilę się zatrzymuję się. U pani Celiny.

Oddycham więc jestem noweFot. Pixabay.com

Pani Celina każe mi oddychać. Więc oddycham. Ale robię to źle - za szybko, za płytko. Mam nauczyć się oddychać od nowa. Staram się jak mogę, ale chyba mam jakąś blokadę założoną na klatkę piersiową. Ona włącza się automatycznie, średnio w połowie wdechu i nie wpuszcza więcej powietrza do środka. Zawieszam się - podobno z nerwów. Potem okazuje się, że wypuszczam powietrze za szybko i za bardzo. Wybucham – na pewno z nerwów. A ma być płynnie, powoli i głęboko. Czuję się jak ta blondynka z kawału, która umiera, bo ktoś zdjął jej z uszu słuchawki, w których słychać było „wdech, wydech, wdech, wydech”.

Kto by pomyślał, że muszę chodzić na seanse do pani Celiny, żeby móc się wyciszyć, uspokoić i spowolnić? Żeby wyłączyć mózg. Czy to tylko usterka czy wada fabryczna, że w moim wewnętrznym przycisku wyciszania pozycja „off” nie działa? Pani Celina próbuje go naprawić, fenomenalnie masując mi stopy. Na nich są wszystkie ważne guziczki naszego ciała. Każdy odpowiada za inny organ, inną część i inne uczucia. Żeby się wyspać, żeby się nie denerwować, żeby przestać zaciskać we śnie szczękę – wszystko jest na stopach i ona dokładnie wie, gdzie!

Lata w biegu wykończyły mój organizm. Jestem zmęczona. Ale to nie jest najgorsze. Najtrudniej mi znieść poczucie przemijającego za szybko czasu. Czasu, który zmarnowałam na zostawaniu po godzinach w pracy, na poprawianiu wszystkiego po sto razy, na sprzątaniu... Perfekcjonizm to współczesne przekleństwo. Jak sobie coś ubzduramy, to tak długo będziemy nad tym pracować, aż się uda, nie bacząc na ponoszone koszty. Do tego dochodzi ta paskudna mentalność, gdzie rzadko się chwali, a bez przerwy krytykuje. Tyle czasu straciłam na borykanie się z negatywnie nastawionymi do wszystkiego ludźmi, na martwienie się o rzeczy, na które nie miałam żadnego wpływu. Frustracja w końcu zabrała siły do dalszego działania. Przyszedł moment, kiedy postanowiłam zmienić swoje życie, zacząć myśleć pozytywnie i stać się kowalem swego losu. Dobrowolnie i świadomie opuścić wyścig szczurów. Ale po latach biegu to nie takie proste. Potrzeba pomocy profesjonalisty!

Pani Celina przygotowuje dla mnie mieszankę ekstraktów kwiatowych doktora Bacha, które mam popijać w ciągu dnia. Ponieważ kwiaty mają energię, która leczy, a zdrowie psychiczne ma wpływ na ciało. Ja się leczę na nadwrażliwość, ale można też na brak odwagi, samotność, rozpacz i wiele innych smutków. Jak w azylu dla wariatów, gdzie jest miejsce na każdy przypadek. Udaję, że to normalne - wstawać o 6.00 rano, szykować dzieci, pędzić do pracy, pędzić z powrotem do domu. Zakupy, lekarz, samochód, pranie, lekcje, e-maile, dzieci, pisanie, czytanie. To wszystko jest normalne, bo przecież wszyscy tak mają, nie? Otóż nie jest. Tak twierdzi pani Celina. Mądrala się znalazła... Spojrzałam na nią poirytowana, że ona też będzie mnie krytykować. Ale kazała mi tylko zamknąć oczy i przez chwilę pomyśleć o czymś przyjemnym. Hmm... Kiedyś leżałam z dziećmi na trawie... Celina zadzwoniła mi tybetańskim pucharem nad głową i... mózg mi się wyłączył! Po latach na pełnych obrotach padł jak przeciążony dysk twardy starego komputera. Puchar tybetański, którego dźwięk ma oczyścić mój umysł, a wibracje ułatwić równomierne rozłożenie energii w moim ciele, wykonał swoje zadanie na medal. Przez parę minut udało mi się nie myśleć. Zwolniłam.

Taki magiczny moment nadchodzi niespodziewanie, przynosi wielką radość i pozostaje w pamięci na zawsze. Znacie to uczucie? Kiedy nagle pojawia się wrażenie, że wreszcie wszystko składa się w jedną logiczną całość. Sens tego, co od tygodni, miesięcy, lat wydawało się go zupełnie pozbawione, nagle wypływa na powierzchnię. I to wcale nie spokojnie, tylko bezczelnie, gwałtownie, niepowstrzymanie! Od razu wiadomo, co jest grane. Tego komunikatu od życia nie da się źle zinterpretować. To co robisz, ma sens! A wszystkie dotychczasowe porażki zdarzyły się tylko po to, żebyś lepiej zrozumiał swoje działania i miał większą satysfakcję z sukcesu. O jakim sukcesie mowa? O Twoim. O moim. Każdy ma inny...

Pani Celina mówi, że mam zwolnić, a wtedy wszystko się uda. Nie chcę już wstawać o 6.00 rano do pracy. Zmniejszyłam więc ilość roboczogodzin. Na szczęście miejsce, w którym pracuję, daje mi taką możliwość. I nareszcie jest mi dobrze. Wstaję powoli, a nie wyskakuję jak grzanki z tostera. Siedzę w fotelu na dworze i patrzę na niebo. W zlewie garnki kwitną, ale co mi tam. Książki pochłaniam dziesiątkami. W ramach mojej nowej idei powolnego korzystania z życia zrobiłam coś, na co jeszcze kilka miesięcy temu nie miałabym odwagi: kupiłam bilety na koncert w mieście oddalonym o 500 km. I to w środku tygodnia! Nie wiem jeszcze, jak to wytłumaczę mojej szefowej. Chyba wyślę ją do pani Celiny...

Patrycja Gryciuk

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Opublikuj komentarz jako gość.
COM_KT_RATE_THIS_POST:
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

NA DOKŁADKĘ

Kwietniowy lunchbox
Kwietniowy lunchbox
Skogluft czyli norweski sekret pięknego i naturalnego mieszkania
Skogluft czyli norweski sekret pięknego i naturalnego mieszkania
10 festiwali teatralnych, których nie można przeoczyć
10 festiwali teatralnych, których nie można przeoczyć
Uwaga: „sowy” wcześniej umierają
Uwaga: „sowy” wcześniej umierają
Kobieto, ta praca ci szkodzi!
Kobieto, ta praca ci szkodzi!
Pierwszy lunchbox na powitanie wiosny
Pierwszy lunchbox na powitanie wiosny
Churros – słodki smak rodem z Katalonii
Churros – słodki smak rodem z Katalonii
Herbata z cytryną – szkodzi czy nie?
Herbata z cytryną – szkodzi czy nie?
previous arrow
next arrow
Slider