Naprawienie błędów przeszłości jest już możliwe. Wystarczy tylko przenieść się kilka lat wstecz. Ryzyko ponosi towarzysz w tej podróży. Broń mile widziana.

09 Na wlasne ryzykoFot. materiały prasowe

Siadam w fotelu, wyjmuję wodę mineralną i czekam na seans. Pojawia się to miłe uczucie napięcia, czy się nie wynudzę, czy w trakcie projekcji nie wyjdę na papierosa. Lekki kurz w powietrzu. Ciemno. Nie ma reklam, bo to kino studyjne. Seans zaczyna się i nagle mam wrażenie, że oglądam reklamę „Pepsi” z lat 90. A to już trwa. I będzie trwać następnych 85 minut.

Coś w „Na własne ryzyko” w reżyserii Colina Trevorrowa jest nie tak. Nie wbija w fotel od pierwszej sekwencji. Bo i po prawdzie nie należy tego oczekiwać, choć co innego napisane w opisach. Byłam przygotowana na offowy niskobudżetowy obraz science fiction, dramat, komedię i romans w jednym. Czyli wyśmienity melanż dla każdego. Jednak w „Safety Not Guaranteed” niełatwo znaleźć punkty styku tych gatunków. Widownia co jakiś czas rozbrzmiewała śmiechem, a mnie jakoś do śmiechu nie było. Znudzona, czekałam. I doczekałam się. Trochę jak na dobrym koncercie jazzowym, gdzie muzyka wchodzi w coraz lepsze rejony, muzycy rozkręcają się, dźwięki wypełniają salę, mocniej i mocniej chce się trwać w tej chwili.

Takim momentem przełomowym w „Na własne ryzyko” jest scena, gdy jeden z głównych bohaterów – dziennikarz Jeff Schwensen (w tej roli Jake Johnson) tuż po akcie miłosnym z kochanką z czasów młodości prosi ją, by rozpoczęli wspólne życie. Ona odmawia, bo twierdzi, że jest już za stara. On odpowiada, że jest w tym samym wieku i wypowiedziawszy tę kwestię, uświadamia sobie, że rzeczywiście jego młodość minęła. Przerażony zrywa się z łóżka, gorączkowo ubiera i wybiega, oświadczając, że mu nie zależy, że to jego wybór.

09 Na własne ryzykoFot. materiały prasowe

A czas nie jest wyborem. Wszyscy mamy świadomość, że umyka. W młodości jakoś wolniej, ale im dłużej istniejemy, tym mniej go zostaje. Po drodze pojawiają się błędy, niewykorzystane okazje. U Trevorrowa motyw czasu pojawia się niby leniwie, nienachalnie, bo akcja i treść zogniskowane wokół wspomnień, powrotów, wywoływania ze skrawków pamięci zdarzeń, czy właśnie niewykorzystanych okazji. Gdy Johnson po latach patrzy na swoją młodzieńczą miłosną fascynację, o której fantazjował przez całe dorosłe życie, mówi dosadnie: „Ona jest gruba i na twarzy ma gówno”. Jeszcze wtedy nie czuje, że i jego twarz dojrzała, a cadillac – duma i chwała dziennikarza – to w gruncie rzeczy wyraz upływu czasu i dążenia do wiecznej chłopięcości. Ten samochodowy symbol przyprawia o półuśmieszek, ale jednocześnie wskazuje na pewną obyczajową kliszę: dojrzałego pana, pędzącego w odkrytym kabriolecie.

„Na własne ryzyko” ma być filmem science fiction o cofnięciu się w przeszłość, ale widz, który oczekuje, że na ekranie pojawią się dinozaury albo Aztekowie, niestety mocno się zawiedzie (swoją drogą, o dinozaurach Trevorrow nakręcił „Jurassic World”, który w czerwcu wszedł do polskich kin). „Safety Not Guaranteed” kreśli przygotowania do podróży, skupiając się przede wszystkim na sylwetkach i relacjach międzyludzkich. Dużo w nim pastiszu i zabawy z filmowymi konwencjami. Dużo w nim powrotów, czyli właściwie wciąż jest to wędrówka w minione z przemożną chęcią naprawienia krzywych kolei losu.

Atutem produkcji jest debiutancki scenariusz Dereka Connolly’ego, za który autor otrzymał pierwsze nagrody w prestiżowych festiwalach Independent Spirit oraz Sundance. Film zebrał również kilka nominacji, został doceniony przez widzów i krytyków, a mimo to dostrzegam w nim słabsze momenty. A może to w czasie (nomen omen), gdy jednak wyszłam na papierosa, zadziało się coś, co wbiłoby mnie w fotel? Na pewno poczułam silniejszą grawitację, gdy główny bohater, uważany za dziwaka, wierzącego w powodzenie misji przeniesienia się w przeszłość, Kenneth Calloway (Mark Duplass), zaczyna grać na cytrze, śpiewając przy tym piosenkę o miłości. Cytra w filmie SF wydała mi się co najmniej zaskakująca. Nie można odmówić pomysłowi świeżości i ciekawego rozwiązania – epokowy instrument jest kolejnym znacznikiem czasu, który w „Na własne ryzyko” płynie wolniej, delikatnie meandrując.

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

NA DOKŁADKĘ

Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Z wizytą u świętego Mikołaja
Z wizytą u świętego Mikołaja
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Amarantus – jak to jeść?
Amarantus – jak to jeść?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Arrow
Arrow
Slider