Prowokująca, gwałtowna, niepokorna, tworzyła, uwodziła i inspirowała. Postać fikcyjna w zbeletryzowanej biografii Anne Delbée. Równie fikcyjnie, choć na podstawie listów, przedstawiona w filmie Bruno Dumonta. Do ekranowego życia powołał ją także Bruno Nuytten w obrazie, opartym na książce pióra Reine-Marie Paris – prawnuczki Paula Claudela. W 2014 roku w Camille Claudel wciela się Juliette Binoche. Szesnaście lat wcześniej Isabelle Adjani. Czy jest coś, co łączy fikcję z prawdą o kochance Augusta Rodina? To - przede wszystkim - namiętność i niedookreślenie, które przebijają przez wszystkie poświęcone artystce dzieła.

Fot. pixabay.com 

Pamiętam moment, gdy zobaczyłam „Kloto” po raz pierwszy. Szybko przewracałam kartki albumu, żeby wreszcie odnaleźć w opasłym tomie poświęconym Rodinowi niewielką fotografię z Mojrą, którą w ujęciu Claudel symbolizuje więdnąca kobieta z plątaniną nici wokół głowy i części ciała. Potem był oryginał w paryskim muzeum na Varenne. A właściwie nie oryginał, lecz odlew gipsowy, bo marmur zaginął. Może też i dlatego „Kloto” nie jest tak oblegana jak „Pocałunek” Rodina? Mimo to równie mocna. Kto wie, czy nie mocniejsza. Bo w rzeźbach Claudel czuje się pasję, świeżość i właśnie liryczną namiętność. Daleko im do akademizmu i kunsztu poprawności. Wyczuwa się szaleństwo, a właściwie tylko jego nutę, która jest siostrą bolesnego geniuszu. Camille nosiła to brzemię – ostatnie trzydzieści lat życia spędziła w zakładzie dla umysłowo chorych w Montfavet koło Awinionu.

Woody Allen w „O północy w Paryżu” na miejsce snobistycznej dysputy o sztuce wybiera ogród Muzeum Rodina z „Myślicielem” w tle. Jakżeby inaczej? Przecież to symbol poetyckiej zadumy, emblemat duszy niepokornej. A mnie bardziej do smaku przypadły „Bramy piekieł”, bo dosłownie wlepiałam oczy w odlane w brązie stopy i dłonie tej monumentalnej rzeźby. Dlaczego właśnie kończyny? Wieść niesie, że ich autorką była właśnie Camille…

Rodin – mistrz za życia, triumfujący Picasso rzeźby, miał niewątpliwy wpływ na rozwój artystyczny swojej kochanki – w końcu dojrzewała w pracowni Augusta. Jednocześnie prawie ćwierć wieku młodsza uczennica była inspiracją dla mistrza. Paryż szeptał, że Rodin wzoruje się na rzeźbach Claudel.

Francja nadal pamięta o Camille. W Piętnastej Dzielnicy w latach 90. nazywa się jej imieniem niewielki plac. Kręci się o niej filmy, pisze na jej temat książki. Tragizm wyzwala artystyczną wenę, co nie może dziwić - przecież rozchwianie i nieszczęście to doskonały materiał na artystycznym stole. W tym materiale kroiła swoje rzeźby Claudel. Gdy szaleństwo przekraczało granice, niszczyła genialne dzieła. Pozostały nieliczne – sztandarowe liryczne „Walc” i „Wiek dojrzały”, także moja ukochana gipsowa „Kloto”, która przędzie los człowieczy.

W „Kobiecie” Anne Delbée pojawia się cytat z Księgi Koheleta: "I jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem. Jest czas rodzenia i czas umierania". Camille umierała przez trzydzieści lat w zakładzie dla umysłowo chorych. Przez ten okres całkowicie odcięła się od sztuki. Odwiedzał ją Paul – młodszy brat, świetny poeta chrześcijański, z którym łączyła rzeźbiarkę silna więź.

Zbeletryzowana biografia skupia się jednak na twórczym okresie, barwnie ilustrując relację z Rodinem, drogę małej Camille do Paryża, artystycznym rozkwicie oraz rozpaczy kochanki, popadającej w chorobę.

Bruno Dumont w „Camille Claudel 1915” w tytułowej roli obsadził Juliette Binoche. Aktorka poruszająca się tu wśród upośledzonych naturszczyków podkreśla nieprzystawalność Claudel do miejsca, w którym obumiera powoli geniusz. Czas niepokorny, gdy rzeźbiarka wbrew rodzinie trwała w relacji z Rodinem, kończy się realną tragedią. Camille czeka na wieści ze świata, planuje wyjście z ośrodka i twórczy powrót. Jednak świat powoli o niej zapomina. Rodzina opłaca szpital, Paul zjawia się rzadko. Pozostają listy i egzystencjalna pustka z marzeniem o Rodinie w tle.

Zatarły się granice. W galeriach wystawia się monumentalnych Rodinowskich „Mieszczan z Calais”, ulotny „Pocałunek”. Rzeźby Claudel rażą nieobecnością. Swoją spuściznę rozbiła w szale namiętności o głowę nieczułego kochanka. Wydaje się jednak, że wspólnie wyznaczyli kanon. On – podpisując się wyraźnie i z klasyczną dumą. Ona – składając niedookreślony autograf genialnej inspiracji.

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

NA DOKŁADKĘ

Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Z wizytą u świętego Mikołaja
Z wizytą u świętego Mikołaja
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Amarantus – jak to jeść?
Amarantus – jak to jeść?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Arrow
Arrow
Slider