Początki piernikowej historii sięgają według niektórych źródeł już XIII wieku, kiedy po zakończeniu krucjat kupcy odwiedzający kraje Bliskiego Wschodu i Indie przywieźli do Europy korzenne przyprawy. Toruń, położony na ważnym szlaku handlowym łączącym Kraków i Gdańsk, szybko zasłynął piernikowymi delicjami. Pomocna była tu także mnogość zbóż uprawianych na terenach Ziemi Chełmińskiej i popularna w regionie hodowla pszczół. W epoce baroku pierniki trafiały już nie tylko na królewski dwór i na stoły patrycjuszy, ale także do mieszczan. W krótkim czasie stały się prawdziwą wizytówką Torunia i jednym z jego głównych towarów eksportowych.

 

pierniczkiFot. Pixabay.com

Wokół pierników narosło wiele legend. Jedną z najbardziej znanych jest opowieść o popularnych "Katarzynkach". Według niej pod Toruniem mieszkał młynarz z żoną i ich jedyną córką Katarzyną. Ich spokojne życie przerwała śmierć matki Kasi - młynarz ponownie ożenił się, a nowa żona okazała się okrutną i przepełnioną goryczą kobietą. Dręczony przez nią młynarz również wkrótce zmarł. Osierocona dziewczyna przeżywała najgorsze chwile w swoim życiu - dręczona przez macochę nie mogła zaznać ukojenia po stracie ojca. Pewnej nocy usłyszała wołanie o pomoc - kocur jej macochy szykował się do pożarcia bezbronnej myszki, która wołała o pomoc ludzkim głosem. Długo nie myśląc Kasia uratowała myszkę z łap kocura, za co przypatrująca się zajściu macocha wyrzuciła dziewczynę z domu. Zagubiona Kasia udała się do Torunia, do klasztoru Panien Benedyktynek. Zaczęła tam pracować w kuchni, a jej życie w końcu nabrało barw. Po wielu latach Toruń został nawiedzony przez zarazy, głód, wojny - zakonnice pomagały, jak mogły rozdając jedzenie mieszkańcom miasta, ale nawet im zapasy wkrótce się skończyły. Pewnej nocy Kasia została zbudzona z niespokojnego snu - wydawało jej się, że ktoś ją woła. Zobaczyła przed sobą małą myszkę, którą przed laty uratowała, a która okazała się mysim królem i w podziękowaniu za uratowanie życia zaprowadziła Kasię do podziemi klasztoru, gdzie w wielkich beczkach znajdowały się kilogramy ciasta piernikowego. Siostry od razu zabrały się do pracy i rankiem rozdały mieszkańcom Torunia świeże wypieki. Na pamiątkę tego wydarzenia ciastka zostały nazwane właśnie "Katarzynkami".

Toruńskie muzeum pozwala przenieść się do czasów dzielnej Kasi i spróbowania swoich sił w roli piekarskiego terminatora. Organizowane tu pokazy są wyjątkowym połączeniem historycznej zabawy i kulinarnych warsztatów. Przekraczając potężne, okute drzwi do muzeum spodziewałam się zwykłego wykładu, być może z krótką prezentacją. Tymczasem do XVI w. przeniosłam się już przy wejściu, otrzymując bilet wstępu w formie piernikowego serca. Otoczona postaciami w barwnych, historycznych strojach, dotarłam do prawdziwej piernikarni z tamtego czasu.

13 stol z akcesoriami piekarskimi w muzeum piernika w toruniu  Fot. Żywe Muzeum PiernikaStol z akcesoriami piekarskimi w Muzeum Piernika w Toruniu Fot. Żywe Muzeum Piernika

W dużej sali, zastawionej drewnianymi stołami roztacza się zapach, który nieodparcie przywodzi wspomnienie Bożego Narodzenia. Leżące na stołach wałki, foremki, worki z mąką i przyprawami i dzieże z przygotowanym ciastem wywołują istny dreszczyk emocji. Zanim jednak będzie nam wolno wziąć którekolwiek z nich do ręki, musimy złożyć przysięgę, że sekretny przepis na pierniki także i my zachowamy w tajemnicy.

Przewodnikami po muzeum są Wiedźma Korzenna i Mistrz Piernikarski - charyzmatyczne postaci, których staropolska mowa i opowiadane ciekawostki na temat historii piernika naprawdę intrygują gości. Dzięki nim poznajemy przyprawy potrzebne do wyrobienia dobrego ciasta i dowiadujemy się, że jego nazwa pochodzi od... pieprzu czarnego. Piernik musi być "pierny", czyli pieprzny - bez tego upieczemy zwykłe korzenne ciastko. W końcu samodzielnie robimy pierniki pod czujnym okiem Wiedźmy i Mistrza. Wśród foremek, na których odciskamy piernikowe ciasto, znajdują się między innymi wróżby płodności i bogactwa! Wreszcie pierniki trafiają na "trzy zdrowaśki" do pieca.

Jednak to jeszcze nie koniec pokazu. Swoje kroki kierujemy na II piętro, gdzie poznajemy piernikarskie maszyny z początków XX wieku. Możemy także podpatrzyć, w jaki sposób pierniki są zdobione - te wykonane przez "kuzynkę właściciela XX - wiecznej piernikarni" wyglądają naprawdę przepięknie. Za niewielką opłatą możemy własnoręcznie ozdobić piernikowe serduszka i zabrać je do domu. W sklepiku natomiast możemy kupić wiele pamiątek, począwszy od pocztówek, a skończywszy na biżuterii.

Wizyta w interaktywnym muzeum naprawdę mnie zaskoczyła. Pokaz trwał prawie 1,5 godziny, ale ani przez moment się nie nudziłam - poznawanie historii i tradycji czynienia pierników w takim wydaniu jest naprawdę fascynujące. "Povoli" przekonuję się do odwiedzania muzeów, skoro znajdują się wśród nich takie perełki jak Żywe Muzeum Piernika.

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

ŚWIEŻO UPIECZONE

Herbaciany rytuał łączy ludzi
Z wizytą u świętego Mikołaja
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Black Friday to dopiero początek!
Amarantus – jak to jeść?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Smaczny start o poranku
Pomorze poza sezonem? Tak, to trzeba zobaczyć!
Na co komu zmiana czasu?
ArrowArrow
ArrowArrow
Slider