Malta to wyspa, która uczy jak żyć. Wielu obcokrajowców trafiających tu po raz pierwszy odczuwa silne poirytowanie. Uważają, że nic nie działa tak jak powinno – wszystko jest zamknięte już o 19.00, do tego między 13.00 a 16.00 sprzedawcy mają przerwę na obiad, autobusy nie jeżdżą zgodnie z rozkładem, a w banku i na poczcie nie można nic załatwić. Takie jest spojrzenie osoby z kontynentu, przyzwyczajonej do aktywności 24 godziny na dobę.

Na Malcie wszystkowolno 1Fot. Pixabay.com

Maltańczycy żyją inaczej - nie tylko wolniej, ale i rozsądniej. Być może wynika to z ich świadomości, czy też z wyspiarskiego rozleniwienia, ale stronią od pogoni za rzeczami materialnymi. Dla nich ważniejszy jest wewnętrzny spokój, niż zysk czy awans. Ten kraj jest czystą esencją idei slow life.

Maltańczycy nigdy i nigdzie się nie spieszą, nawet jeśli powinni. Pracują spokojnie i bez presji. Unikają stresu i konfliktów. Jeśli coś pójdzie nie tak, to trudno - stało się. Cóż zrobić? Wykazują się wtedy zrozumieniem, a przynajmniej bardzo się starają. Oczywiście nie zawsze im to wychodzi, ale to raczej naturalne. Ci, którzy spędzili wakacje na Malcie, mogą się tym słowom dziwić. Maltańczycy komunikują się bardzo energicznie i głośno, przez co większość obcokrajowców bierze ich za furiatów. A to nieprawda – są po prostu bardzo ekspresyjni, a z natury łagodni. Gdy przychodzi weekend, praca i obowiązki odchodzą na bok. Zbierają się całymi rodzinami i idą do restauracji, na plażę, czy do parku. Obojętnie - byle z najbliższymi i... z jedzeniem.

I tu pojawia się kolejny przejaw slow life – celebrowanie posiłków. Mieszkańcy archipelagu jedzą wspólnie i bez pośpiechu, szczególnie w dni wolne od pracy. Każde spotkanie towarzyskie łączy się w ich kulturze z jedzeniem. Nawet nastolatkowie opalają się przy grillu. Wszyscy są głośni i roześmiani. Biesiadują i czerpią z tego radość. Posiłek to czas, w którym mogą odpocząć i skupić się na pogłębianiu relacji z bliskimi – to czas daleki od jakichkolwiek problemów.

Na Macie wszystko wolno 2Fot. Pixabay.com

Kuchnia maltańska to wyjątkowe połączenie smaków śródziemnomorskich i... angielskich. A co jedzą? Malta to malutka wyspa, która musi liczyć na siebie. Oczywiście są tu towary importowane, ale zwykle o wiele droższe. Siłą rzeczy Maltańczycy kupują więc lokalnie. Poza tym, dzięki panującemu tu klimatowi, przez cały rok mają dostęp do świeżych warzyw i owoców. Po co mieliby zatem kupować te sprowadzane i mrożone? Do tego dochodzą oczywiście świeże ryby... Słabą stroną wyspy jest mała ilość zbóż i mięs - te faktycznie kupują zwykle w innych krajach. Jednak w większości przypadków wspierają lokalne biznesy. Stronią od zagranicznych inwestorów. Wybierają tradycyjne, własne rozwiązania. Znane nam tak dobrze markety nie są tu zbyt popularne - aby zrobić zakupy, trzeba udać się do czterech różnych punktów. I tak spotykamy rzeźnika Antoniego, rybacką rodzinę Grechów, sklep z warzywami prowadzony przez urocze małżeństwo i malutką piekarnię pana Jamesa. Ta bliskość może być dla nas już czymś nienaturalnym, być może wręcz krępującym. Z czasem jednak okazuje się, że właśnie ona pozwala zatrzymać się, zauważyć innych ludzi. Poznać ich i być poznanym.

I tu dochodzimy do kolejnego elementu - poczucia bliskości i bezpieczeństwa. Jako mieszkańcy kontynentalnych, ruchliwych miast przyzwyczailiśmy się już do anonimowości. W dużych aglomeracjach poznawanie swoich sąsiadów uznawane jest często niemal za prowincjonalizm. A to wielki błąd - nie znając swojego otoczenia, nie czujemy się w pełni bezpiecznie. Nie ufamy sobie nawzajem i stajemy się na wiele spraw obojętni. Maltańczycy myślą inaczej. Chcą być pewni swojego sąsiedztwa, chętnie je poznają i nawiązują bliskie relacje. Dzięki temu czują się komfortowo i o nic się nie obawiają. Nie podejrzewają nikogo o złe zamiary. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy - pomagają. I to bez zastanowienia.

Wniosek? Malta to prawdziwy raj dla wszystkich tych, którzy pragną zwolnić i żyć w zgodzie z naturą. Skupić się na sobie i na najbliższych. Na przeżywaniu, a nie zdobywaniu. Szczerze i gorąco ją wszystkim polecamy.

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

ŚWIEŻO UPIECZONE

Mamy za dobrze, mamy za dużo
Kobiety biorą firmy w swoje ręce
Kto się boi piątku trzynastego?
Naturalne farby do włosów
O samolotach z drewna i pilotach z żelaza
Work-life balance po polsku
Agnieszki Bieńkowskiej radość tworzenia
Cudowny eliksir z jabłek
„Paterson”, czyli jak na nowo pokochać Jarmuscha
Connemara: owczy azyl i kamienie do prasowania
ArrowArrow
ArrowArrow
Slider