Jest taka droga w Europie, gdzie nie opłaca się być kierowcą. Lepiej wygodnie usiąść w fotelu pasażera i zanurzyć się w krajobraz. Składam to wyznanie i nie jest mi z nim ciężko, choć uwielbiam prowadzić samochód. W magicznym świecie Wogezów i Równiny Alzackiej jazda staje się metafizycznym doznaniem, a dzięki odwiedzinom w piwniczkach i winiarniach, w których każdy degustator jest gościnnie witany, na podniebieniu pasażera pozostaje smak Rieslingów, Muscatów i Gewurztraminerów.

 Colmar droga winColmar Fot. Pixabay.com

Ponad 170-kilometrowa Route des Vins, czyli Droga Win ciągnie się serpentyną od północy na południe, przecinając dolinę i winnice. Rozpoczyna się w Marlenheim, a kończy w Thann, prowadząc wzdłuż niewielkich osad, których historia często sięga wczesnego średniowiecza. We wsiach unosi się zapach trudnej przeszłości regionu, który do końca drugiej wojny światowej ulegał licznym zawirowaniom dziejowym, począwszy od wpływów romańskich, poprzez Merowingów i Karolingów, wojnę trzydziestoletnią, aż do czasów okupacji hitlerowskiej i ostatecznej przynależności do Republiki Francuskiej. Ten historyczny melanż odbił się w języku, nazewnictwie, architekturze i mentalności Alzatczyków.

Blisko stąd do niemieckiej granicy, wsie uporządkowane o nieromańsko brzmiących nazwach, wszędzie dominuje mur pruski i szachulcowe kwartały domów, ale jednocześnie to Francuzi z ich typowo względnym pojęciem czasu oraz nietypową serdecznością i otwartością na przybyszów.

Alzatczycy mają także swoją gwarę z grupy dialektów staro-wysoko-niemieckich, jednak ich język powoli zanika, zwłaszcza że jest rzadko zapisywany i nie ma ustalonej normy literackiej. Francuski, choć urzędowy, w ustach mieszkańców brzmi inaczej – wyraźnie dźwięczą w nim etniczne nuty.

Alzacka odmienność ujawnia się również w wielkim skarbie regionu, czyli winie. Smak trunku, o którym mawia się, że „tonizuje i rozwesela”, wyznaczają położenie geograficzne szlaku oraz odpowiednie warunki atmosferyczne. Wogezy osłaniają region przed wpływem oceanicznym, zapewniając najsłabsze we Francji opady deszczu. Winnice korzystają z nasłonecznionego klimatu pół-kontynentalnego, który jest gorący i suchy. Winogrona długo dojrzewają, dzięki czemu nabierają niepowtarzalnego, finezyjnego aromatu. Także geologicznie Szlak Win to prawdziwa mozaika - obecne tu: granit, wapń, glina i łupki tworzą doskonałą bazę, której różnorodność sprawiła, że na 15 tys. hektarów ziemi rozwinęły się liczne odmiany winorośli. Alzatczycy szczycą się białymi winami, jednak równie cenionym symbolem tej krainy jest szlachetny Pinot Noir o aromacie czerwonych owoców, jak wiśnie, maliny, porzeczki.

Obowiązkowym przystankiem na Route des Vins jest Colmar – stolica win alzackich. W czasie tegorocznej „Fete de la Musique” (21 czerwca) w centrum przy średniowiecznej kolegiacie św. Marcina uczestnicy muzycznej zabawy biesiadowali przy tarte flambée. Miasto wznosiło toasty Amerem, czyli alzackim aperitifem, w skład którego wchodzą piwo oraz korzenno-cytrusowy bitter – amer Picon.

W różnych częściach Starego Miasta na rozstawionych scenach pobrzmiewały wszelkie gatunki muzyczne od klasyki, poprzez francuski folk, po reggae, które owładnęło okolicami romantycznej, oplecionej kanałami „Małej Wenecji” („Petite Venise”). Mieszkańcy Colmar lubią się bawić. Obok Święta Muzyki, w tym ważnym centrum kulturalnym odbywają się m.in. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Klasycznej i sierpniowy regionalny jarmark win. Turystów nie powinna zdziwić znajdująca się przy północnym wjeździe... Statua Wolności, ponieważ właśnie w Colmar urodził się jej twórca – architekt Frédéric August Bartholdi.

Trudno zmieścić tę opowieść w kilku tysiącach znaków. Każdy kilometr Szlaku Win Alzackich niesie ze sobą wartościowe doznania i to nie tylko dlatego, że w głowie czasami zaszumi Gewurztraminer. To miejsce, gdzie życie staje się sztuką - oczy karmią się bajkowym krajobrazem i architekturą, uszy śpiewem ptaków i klekotaniem bocianów (także będących symbolem Alzacji), nos zapachem świeżości i górskiego powietrza. To miejsce, gdzie turyści nie są złem koniecznym, a właściciele winnic chętnie dzielą się swoimi skarbami. Route des Vins to idealny trop dla poszukujących romantycznej przygody. To miejsce nie do końca odkryte, intymne i uważne, gdzie czas zamienia się w wieczną teraźniejszość.

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

ŚWIEŻO UPIECZONE

Mamy za dobrze, mamy za dużo
Kobiety biorą firmy w swoje ręce
Kto się boi piątku trzynastego?
Naturalne farby do włosów
O samolotach z drewna i pilotach z żelaza
Work-life balance po polsku
Agnieszki Bieńkowskiej radość tworzenia
Cudowny eliksir z jabłek
„Paterson”, czyli jak na nowo pokochać Jarmuscha
Quinoa - komosa ryżowa
ArrowArrow
ArrowArrow
Slider