Gdy uświadomili sobie, że codzienna praca nie daje im pełnej satysfakcji, Bogna i Jacek postanowili, że czas na zmianę. Jej symbolem stały się miękkie, filcowe kuleczki, z których powstają przestrzenne, barwne tapicerki mebli marki Felt stories. Jacek Świrkowicz opowiedział nam o pomyśle na markę oraz o sztuce godzenia pasji z obowiązkami.

12 Felt stories filcowy pufFot. Felt Stories

Wielu z nas staje przed dylematem „praca czy pasja?”, a wam udaje się na razie łączyć te dwie na pozór wykluczające się sfery, czyli urzędnicze obowiązki z artystycznym rękodziełem. Jak to się zaczęło?

Oboje z żoną jesteśmy urzędnikami państwowymi. Pracujemy w dwóch różnych ministerstwach – ja w charakterze pracownika merytorycznego, a żona w dziale prasowym. W pewnym momencie wspólnie stwierdziliśmy że to, co robimy na co dzień, nie daje nam pełnej satysfakcji. Postanowiliśmy więc poszukać i spróbować czegoś, co pozwoli na samorealizację i ekspresję. Wybór padł na design i rękodzieło, które już wcześniej interesowały nas oboje.

W swoich meblach wykorzystujecie materiał, który jest już dobrze znany i powszechnie używany. Czemu zdecydowaliście się akurat na filc?

Jak wspomniałem wcześniej, zawsze nas ciekawiły nowe trendy i wzornictwo ekologiczne. Filc to rzeczywiście materiał, który w ostatnim czasie zdobył sporą popularność, a ponieważ zależało nam na tym, żeby nasze produkty się wyróżniały, postanowiliśmy wykorzystać go w nietypowy sposób. Kulki z filcu są miłe w dotyku, estetyczne i doskonale sprawdzają się jako baza do wielu projektów, w tym tapicerek, ale też dodatków do domu lub garderoby, takich jak poduszki, torebki czy biżuteria. Używane przez nas kulki powstają z naturalnej wełny czesankowej pochodzącej od południowoamerykańskich merynosów, czyli gatunku owiec o bardzo delikatnym runie. Sprowadzamy ją w długich, już zabarwionych płatach z Niemiec, od zaufanego dostawcy i to właśnie ona jest bazą do tworzenia kulek.

12 Felt storiesFot. Felt Stories

Jak wyglądały początki waszej pracy z tym materiałem? Przeszliście kurs filcowania?

Prawdę powiedziawszy początki nieco nas przeraziły, bo ręczne uformowanie jednej kulki zajmowało mnóstwo czasu, a do zrobienia tapicerki potrzeba nie kilkunastu, ale kilku tysięcy elementów. W zdobywaniu know-how posiłkowaliśmy się wyłącznie Internetem, w tym radami umieszczonymi na blogach i forach. Powoli, łącząc informacje z rożnych źródeł i dodając do tego własną inwencję i wyobraźnię, udało się nam dojść do optymalnej techniki robienia kulek. Początkowo w naszej pracy dominowała metoda prób i błędów, a proces testowania i opracowywania technologii, nie tylko filcowania, ale też szycia, zajął nam niemal półtora roku. Trwało to tak długo, bo musieliśmy być pewni, że meble będą trwałe i dobrze uszyte, a kule dobrze sfilcowane i odporne na codzienne używanie.

Jak zatem wygląda tworzenie takiej kulki?

Proces nazywany jest potocznie filcowaniem na mokro. Trzeba odmierzyć odpowiednią ilość wełny, zmoczyć ją w ciepłej wodzie z dodatkiem mydła i skręcać oraz ściskać tak długo, aż otrzymamy kulkę. To oczywiście opis mocno uproszczony, w praktyce to bardzo trudne zadanie, dlatego cały czas udoskonalamy naszą technologię, żebyśmy nie musieli zdawać się wyłącznie na pracę własnych rąk. Tej oczywiście nie da się całkowicie wyeliminować, ale robimy wszystko, żeby szło nam szybko i prosto.

Pokrycie z kulek wygląda pięknie, ale zastanawia mnie jego trwałość i sposób pielęgnacji.

Kulki są dobrze sfilcowane i zszyte tapicerską nicią, odporne na niewielkie zabrudzenia i wodę. Były intensywnie testowane przez nasze dzieci i zniosły to bardzo dobrze. Żeby zachowały dobry wygląd, trzeba regularnie czyścić je szczotką do ubrań, choć można też przejechać po nich odkurzaczem lub po prostu wytrzepać. Bardziej uciążliwie plamy można usunąć gąbką namoczoną w ciepłej wodzie z dodatkiem mydła. Kulki są w całości zrobione z wełny, wiec nie ma obaw, że się zniszczą, a jeśli wierzchnia warstwa włosia zostanie naruszona, można je po prostu przystrzyc.

Nawet przy wprawie, którą macie dzisiaj, ten proces nadal zajmuje mnóstwo czasu. Jak udaje wam się godzić tworzenie dla marki z codzienną pracą zawodową?

Rzeczywiście, to bardzo czasochłonne zajęcie, zwłaszcza że filcowanie i szycie w całości leży po naszej stronie, a wszystko wykonujemy ręcznie. Do godzenia mamy nie tylko pracę w i po godzinach, ale też opiekę nad dziećmi. Na razie nam się to udaje, choć nieraz kosztem odpoczynku i snu. Nasza marka jest nowa, więc jeszcze nie działamy na bardzo dużą skalę i dopiero zdobywamy swoją pozycję na rynku. Tworzymy niewiele produktów, ale za to unikatowych i „dopieszczonych”, które występują w pojedynczych, niepowtarzalnych egzemplarzach. Każda rzecz jest inna i nie ma dwóch takich samych projektów.

 12 Felt stories taborety z filcuFot. Felt Stories

Wspominałeś, że sami tworzycie i zszywacie kulki na tapicerkę. Zajmujecie się też konstruowaniem samych mebli?

Nie, sami nie tworzymy stolarki meblowej. Część naszych mebli jest efektem renowacji starych przedmiotów, a część powstaje od podstaw. Przy tworzeniu tych pierwszych współpracujemy z warszawską Specjalną Szkołą Zawodową. Tam fotele są odnawiane – czyszczone, malowane i uzupełniane o nową gąbkę, a po renowacji sami pokrywamy je tapicerką z kulek. Jeśli chodzi o nowe formy, to nawiązaliśmy bardzo owocną współpracę z młodym polskim projektantem Marcinem Skubiszem, który tworzy meble specjalnie przeznaczone do tapicerek z kulek filcowych.

Zatem meble Felt stories są w pewnej mierze zgodne z duchem recyklingu...

Tak, bo wiele z nich uzyskuje drugie życie. Ich zewnętrzny wygląd oczywiście się zmienia, ale zachowują tę samą bryłę. Dla nas możliwość takiej przeróbki to również nowe spojrzenie na renowację, która w przypadku siedzisk zazwyczaj sprowadza się do wymiany wypełnienia i zniszczonej tapicerki, a dzięki naszym kulkom mebel nabiera zupełnie innego charakteru.

12 Felt stories torebka z filcowych kulekFot. Felt Stories

Czy w przyszłości chcielibyście lub już planujecie, że Felt stories stanie się waszym podstawowym źródłem utrzymania i porzucicie dla niego swoje stałe zajęcia?

Plan oczywiście mamy, ale zobaczymy, czy uda nam się go zrealizować, bo do tego niezbędne są dodatkowe nakłady pracy czasu i pieniędzy, a jak na razie nie jesteśmy w stanie poświęcić temu projektowi tyle czasu i uwagi, ile byśmy chcieli. To również kwestia stricte biznesowa – dopiero za jakiś czas przekonamy się, czy nasz pomysł sprawdzi się także pod względem finansowym. Stworzenie unikatowego produktu to jedno, ale trzeba też znaleźć swoje miejsce na rynku, który w Polsce wciąż jest bardzo trudny. Wyroby wysokiej jakości nie cieszą się u nas tak dużą popularnością jak na Zachodzie Europy. Rozwój Felt stories na większą skalę to spora inwestycja i wyzwanie, które jeszcze nas przerasta.

W rozwinięciu skrzydeł na pewno pomogłoby poszerzenie portfolio klientów o tych biznesowych. Próbujecie docierać również do nich?

Nastawiamy się przede wszystkim na klientów indywidualnych, ale mieliśmy kilka zamówień od firm. Na razie musimy pozwolić ludziom, żeby oswoili się z naszym pomysłem na produkt, bo jest na tyle nowy, że wciąż zaskakuje, ale liczymy, że z czasem to się zmieni. Póki co Felt stories przynosi nam przede wszystkim ogromną satysfakcję z własnej pracy i dużo radości z obserwowania reakcji innych na to, co robimy. Gdy pojawiamy się na targach, nasze stoisko zawsze wywołuje uśmiech i zainteresowanie.

Co doradziłbyś osobom, które chciałyby rozpocząć podobną działalność?

Przede wszystkim trzeba znaleźć cechę, która zdecydowanie odróżni nas od innych. Produkt powinien oferować coś nowego, widocznego już na pierwszy rzut oka i od początku zrozumiałego. To wyjątkowo ważne w branży dekoracji wnętrz. Oryginalność i dobry pomysł to absolutne podstawy, na których powinno się budować swoją markę.

 

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

NA DOKŁADKĘ

Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Z wizytą u świętego Mikołaja
Z wizytą u świętego Mikołaja
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Amarantus – jak to jeść?
Amarantus – jak to jeść?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Arrow
Arrow
Slider