Ostry zielony pomidor, śliwka z kruszonymi migdałami i orientalny rabarbar to tylko kilka smaków, którymi może pochwalić się marka Luks Pomada, specjalizująca się w domowych konfiturach. Jeszcze kilka lat temu jej twórczyni Lidia Kłosowska pięła się po szczytach korporacyjnej kariery, ale pewnego dnia powiedziała „dość” i zamieniła pracę przy biurku na kuchnię i gotowanie. Stworzona przez nią marka wychodzi naprzeciw oczekiwaniom entuzjastów zdrowej, naturalnej i lokalnej żywności, a za jej sprawą na polskie stoły wróciły czatni, czyli zapomniane konfitury z octową nutą.

 13 Luks pomada czatni i konfitury [Fot. materiały prasowe]Luks pomada czatni i konfitury Fot. materiały prasowe

Konfitury możemy zrobić sami w domu. Czemu spośród tylu produktów postawiła pani akurat na ten?

Zainteresowały mnie nie tyle same konfitury, ile chutneye, czyli po polsku czatni, które bardzo lubiłam, ale były praktycznie nieobecne na polskim rynku. Gdzieniegdzie pojawiały się pasty fasolowe czy paprykowe sprowadzane z Węgier lub niezwykle popularne teraz hummusy, ale nie czatni, w których dziś specjalizuje się Luks Pomada. Od samego początku widziałam pod tą marką znacznie szerszy asortyment, mieszczący się w dość pojemnej kategorii kulinarnych past i dodatków, ale tak się złożyło, że pomysł z konfiturami i chutneyami był stosunkowo najszybszy w realizacji. Uznałam, że najlepiej zainwestować siły w produkty, których jestem pewna i które jestem w stanie dopracować i wprowadzić na rynek w pierwszej kolejności.

Na zmianę zdecydowała się pani w momencie, w którym większość osób zaczyna cieszyć się ze stabilizacji. Co sprawiło, że postanowiła pani odejść z korporacji i stworzyć coś własnego?

Sądzę, że ludzie zmęczeni korporacjami zawsze główkują, myślą „co by było gdyby” i szukają zmiany. Nad stworzeniem czegoś własnego zaczęłam zastanawiać się mniej więcej rok przed podjęciem decyzji, wspólnie koleżanką wymyślając pomysł na biznes. Najpierw nie brałam pod uwagę całkowitej rezygnacji z dotychczasowej pracy, ale z czasem okazało się, że prowadzenie własnej firmy, szczególnie takiej, jaką okazała się Luks Pomada, wymaga pełnego zaangażowania. Dla mnie był to wspaniały moment w życiu, ponieważ zdałam sobie sprawę, że ten krok powinnam była wykonać dużo wcześniej, złapać oddech i sprawdzić, co naprawdę chcę robić i jak wygląda życie poza standardem korporacyjnym. Z tezą na temat stabilizacji się nie zgodzę, bo mając w perspektywie pracę do 67 roku życia, 40 lat to zdecydowanie jeszcze nie pora na odcinanie kuponów.

Ta decyzja uświadomiła mi, że mogę żyć wolniej, mieć mniej, cieszyć się życiem i nieco wyluzować, oczywiście pamiętając o zobowiązaniach i rodzinie. Stworzenie Luks Pomady miało być również osobistym testem i wiedziałam, że jeśli nie podejmę wyzwania, będę żałować. Dziś sytuacja jest nieco inna, wróciłam do pracy, a „Luks Pomada” rozkręciła się na tyle, że rozwija się bez mojego pełnego zaangażowania, pod okiem mojego męża i przyjaciół, którzy na co dzień zajmują się biznesem. Postanowienie o powrocie podjęłam w chwili, kiedy Luks Pomada ma markę, zarabia na siebie, przynosi dochody i pewnie, gdybym miała nieco ponad 20 lat, to by mi wystarczyło, ale dwójka małych dzieci i kredyt zmuszają do myślenia innymi kategoriami.

Miała pani jakieś wcześniejsze doświadczenia związane z branżą kulinarną?

Moje doświadczenie można nazwać domowym – zawsze lubiłam pichcić i gotowanie sprawia mi przyjemność, ale nie byłam specjalistką od przetworów. To się zmieniło, gdy wraz z mężem kupiliśmy kawałek ziemi pod Warszawą i dla frajdy założyliśmy warzywnik. To stało się inspiracją do własnych kulinarnych eksperymentów, między innymi z nalewkami, marynatami, sosami i konfiturami właśnie.

Wiele mówi się o dużych trudnościach, z jakimi zmagają się początkujący przedsiębiorcy. Jak było w pani przypadku?

Początki były trudne głównie ze względu na to, że nie miałam w tej kwestii żadnych doświadczeń. Musiałam się przedrzeć przez wiele procedur, ale byłam zdeterminowana i chętna do zdobywania nowej wiedzy. Było oczywiście chodzenie od urzędu do urzędu, gdzie obsługujące mnie panie patrzyły z lekkim politowaniem, a ja czułam, że mimo 40 lat zupełnie nic nie wiem. Konieczne było również zapoznanie się z technologią produkcji i tu też zaczynałam od zera. Musiałam bardzo szybko zorientować się, co wiąże się z legalnym wypuszczeniem takiego produktu na rynek, jakie są ustawy, co one regulują, jakie informacje muszą znaleźć się na etykiecie, które badania i testy muszę mieć w dokumentach. Do tego doszły formalności z certyfikowaniem produktów ekologicznych, które również mamy w ofercie. Wszystko to bardzo mnie ciekawiło i chłonęłam nową wiedzę, żeby jak najszybciej nadrobić zaległości.

Muszę tu dodać, że wszystkie osoby, z którymi się zetknęłam przy tej okazji były bardzo pomocne i cierpliwe, a cały proces toczył się sprawnie. Zaryzykowałabym tezę, że początkującym przedsiębiorcom i małym firmom wręcz się kibicuje, spotkałam się z naprawdę dużą pomocą w wielu kwestiach.

Nie da się ukryć, że wchodząc na rynek z czatni świetnie wyczuła pani moment. Mniej więcej w 2012 roku rozpoczęła się moda na lokale śniadaniowe i związane z nimi targi, a produkty Luks Pomady wpisały się w ten trend.

To oczywiście był przypadek, ale mam to szczęście, że los stawia na mojej drodze wyzwania w dobrych momentach. Moda rzeczywiście bardzo nam pomogła i pozwoliła rozruszać biznes na lokalnym, warszawskim gruncie. Ludzie szukali alternatywy dla dobrze znanych produktów, czyli wyrobów, które będą nie tylko zdrowe, ale też uwiarygodnione przez ich twórców, z którymi można porozmawiać na przykład podczas targów. W trakcie takich spotkań usłyszałam wiele ciepłych słów i spotykałam się ze świetnym odbiorem, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że obrałam słuszny kierunek.

Właśnie w ten sposób rozpoczęliśmy sondowanie rynku w październiku 2012 r. Na targu Urban Market na Powiślu pojawiłam się z siedmioma produktami, które spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem i to doświadczenie uświadomiło mi, jaki potencjał tkwi w tym pomyśle. Początkowo bałam się, że nuty smakowe obecne w naszych czatni nie będą dostosowane do polskiego podniebienia. Okazało się jednak, że jest sporo osób naprawdę rozkochanych w orientalnych i ostrych przyprawach i warto zagospodarować tę niszę. W ten sposób powstał na przykład czatni ostry zielony pomidor, jeden z naszych hitów sprzedażowych, ale mamy też łagodniejsze alternatywy. Dziś produktów jest w sumie trzynaście i wciąż rozwijamy nasze portfolio. W ciągu ostatnich dwóch lat byliśmy obecni na wielu targach, w tym regularnie na popularnym żoliborskim Targu Śniadaniowym.

Czym dokładnie różni się konfitura od czatni?

W procesie przygotowania są identyczne, ale kluczem jest smak i dodatki oraz kolejność ich dokładania. Czatni to konfitura z przyprawami o ostro-słodkim bukiecie. Jej bazą jest cebula łączona z wybranymi owocami i warzywami, a także z octem, którego w konfiturach na słodko oczywiście nie znajdziemy. W ofercie mam jednak dwa czatni bez cebulki – z czarnej porzeczki z suszoną morelą z dodatkiem cytryny i ze śliwki suskiej, wędzonej dymem na ciepło, którą połączyłam z kruszonymi migdałami i świeżą węgierką. Śliwkowy czatni jest bardzo wyrazisty w smaku i świetnie pasuje do tłustych mięs, na przykład kaczki czy gęsi.

Zamiłowanie do czatni wzięło się z pani doświadczeń z zagraniczną kuchnią, a z czego narodziła się fascynacja kuchnią 20-lecia międzywojennego?

Ten okres historii zauroczył mnie już w liceum za sprawą literatury, a później dowiedziałam się, ile do zaoferowania miała ówczesna kuchnia. Lubię czytać przepisy, książki oraz magazyny kulinarne. Gdy tworzyłam receptury naszych produktów, mocno inspirowałam się starymi polskimi przepisami. W dawnych książkach kucharskich również pojawiają się czatni, a także wyszukane produkty, dodatki, pieczołowicie przyrządzane konfitury, galaretki, których zrobienie często zajmowało nawet kilka dni. Moja inspiracja tamtym okresem jest widoczna nie tylko w smakach, ale też w identyfikacji graficznej Luks Pomady, która również miała wyróżnić nasz produkt na tle innych. Gdy zaczynaliśmy opracowywać etykiety, wiedzieliśmy, że nie chcemy by były typowe, tj. przedstawiały owoce, były kolorowe. Podobała mi się grafika i opakowania, które można było spotkać na produktach z zagranicy. W ostatnich latach grafika na opakowaniach jest coraz ciekawsza, minimalistyczna, z pomysłem. W momencie wprowadzania Luks Pomady nasze opakowania wyróżniały się, często komentowano, że nazwa i stylistyka nawiązują do produktów przedwojennych i jednocześnie są nowoczesne, więc chyba się udało, bo nasza identyfikacja doczekała się kilku wyróżnień.

Jakie produkty trafiają do waszych słoików?

Wszystkie konfitury i czatni powstają z polskich warzyw i owoców pochodzących od lokalnych dostawców, głównie z Wielkopolski, gdzie mieści się produkcja. Śliwkę suską na przykład sprowadzamy z Podkarpacia od zaprzyjaźnionego dostawcy. Produkty są w pełni naturalne, ale nie certyfikowane znakiem eko, za wyjątkiem jagód, śliwek węgierek do powideł, aronii, suszonej moreli i czarnego bzu. Myślałam o stworzeniu linii bio, ale jest spory problem z uzyskaniem certyfikowanych przypraw niezbędnych do takiej produkcji. Gdyby wszystkie konfitury miały powstawać z ekologicznych składników, ich ceny byłyby znacznie wyższe i obawiam się, że miałabym duże trudności ze sprzedażą, zwłaszcza będąc niewielkim producentem. W dużych firmach rozkład kosztów jest inny i łatwiej pozwolić sobie na taki krok.

Zakładam, że skoro konfitury są w pełni naturalne, nie ma tu mowy o konserwantach. Jak długo można je zatem przechowywać?

Wszystkie produkty Luks Pomady nie zawierają żadnych konserwantów, bo są przyrządzane tak samo jak w domu i tak też wyglądają. Kiedyś jedna dziennikarka powiedziała mi wręcz „Te kolory są brzydkie, ale z drugiej strony to chyba oznacza, że są naturalne” i dokładnie tak jest. Barwę można podrasować naturalnie, na przykład sok z wiśni dodany do rabarbaru, który w formie konfitury jest szaro-bury, nada mu różowy odcień, a sok z cytryny pozwoli zachować kolor czerwonej porzeczki czy maliny. Trzeba też uważać, żeby owoce się nie utleniły, bo również stracą kolor. Jedynym utrwalaczem, który stosujemy, jest cukier będący naturalnym konserwantem. Eksperymentowałam z zastępczymi substancjami słodzącymi, ale niestety nie udało mi się uzyskać podobnych smaków. Cukier jest konieczny zwłaszcza w czatni, gdzie zachowanie balansu między ostrością a słodyczą jest bardzo ważne. Do produktów, które wytwarzają bardzo dużo wody, dodajemy naturalną pektynę jabłkową, która pozwala osiągnąć lepszą konsystencję i strukturę konfitury. Produkty są pasteryzowane. Ponieważ są w pełni naturalne, nasze wyroby mają termin ważności porównywalny z wyrobami domowymi. W przypadku konfitur to dwa lata, a czatni rok - po tym czasie ich smak może się zmienić.

Skoro mowa o smakach, w przypadku pierwszych czatni decydowała o nich pani sama. Tworząc receptury kolejnych brała pani pod uwagę sugestie klientów?

Robiłam bardzo dużo testów smakowych, do których zapraszałam znajomych i dawnych współpracowników. Umawiałam się z nimi, kupowaliśmy sery, stawiałam słoiki na stół i zbierałam opinie. Każdy smak przed podjęciem decyzji testowało co najmniej kilkanaście osób. Po wejściu na rynek z pierwszymi produktami, nowe smaki sprawdzałam na klientach targów. Początkowo byli zaskoczeni, pytali co to jest ten czatni, z czym to się je? To też było dla mnie wyzwanie - przekonać ludzi do spróbowania nowych produktów i smaków. Gdy uda się pokonać tę barierę, wielu się w nich zakochuje, ale najpierw musi dojść do próby. W tym względzie ogromną pomocą okazały się wspomniane targi, na których klienci mogli posmakować naszych konfitur i czatni z serami, pasztetami, pieczywem, a nawet z kaszanką.

W takim razie „z czym to się je”? Do czego jeszcze pasują wasze wyroby?

Idealnie pasują do wszystkich serów, przy czym te bardzo dojrzałe i wyraziste w smaku komponują się najlepiej ze słodkimi konfiturami i czatni, a do delikatniejszych polecałabym ostrzejsze smaki. Do wszystkich serów fantastyczny jest czatni orientalny rabarbar. Świetnie pasują także do mięs, pasztetów, wędlin czy pieczonych ryb. Warto z nimi eksperymentować i szukać własnych smaków. Moja znajoma wykorzystała czatni z rabarbaru jako marynatę do pstrąga, która przy smażeniu pięknie się skarmelizowała. Inna klientka podpowiedziała, że konfitura z zielonego pomidora smakuje na kanapce z masłem orzechowym. U mnie w domu również często jemy je na kanapkach, zwłaszcza ostrego zielonego pomidora i korzennego pomidora, które pasują w zasadzie do wszystkiego. Z kolei śliwka z imbirem to świetna alternatywa dla żurawiny lub borówek dodawanych do mięs czy śledzi.

Od powstania marki minęły już trzy lata. Jakie refleksje ma pani z tej perspektywy?

Są przede wszystkim pozytywne – zrobiłam, co zamierzałam i to samo w sobie jest sukcesem. Wiem i bardzo mnie cieszy, że Luks Pomada ma potencjał do dalszego rozwoju oraz wierzę, że uda się osiągnąć jeszcze więcej, choć rynek jest trudny i pojawia się nowa, interesująca konkurencja. To jednak mnie nie zraża i wciąż szukam nowych pomysłów.

Co radziłaby pani osobom chcącym pójść podobną drogą, czyli zrezygnować z pracy pod czyjeś dyktando i zacząć działalność na własną rękę?

Trzeba mieć pomysł, nie bać się go realizować i mieć wiarę w to, że się uda. Nie można też bać się nowych rzeczy, w których nie jesteśmy specjalistami. Spotykam osoby, które mówią mi, że fajnie gotują i mają pomysł na produkt, ale kompletnie nie wiedzą jak zacząć, dokąd pójść i co zrobić. Przede wszystkim trzeba pytać i uwierzyć, że inni nam pomogą. Przy tworzeniu Luks Pomady spotkałam się z bardzo pozytywnymi reakcjami i dostałam od ludzi mnóstwo pozytywnej energii oraz rad, które pozwoliły mi uwierzyć, że kierunek jest dobry i dam radę.

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

NA DOKŁADKĘ

Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Herbaciany rytuał łączy ludzi
Z wizytą u świętego Mikołaja
Z wizytą u świętego Mikołaja
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Prezent: świąteczny planner i lista zakupów
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Amarantus – jak to jeść?
Amarantus – jak to jeść?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Dlaczego szef sprawdza podwładnych?
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Eko-moda: kurtka z 21 butelek
Arrow
Arrow
Slider