Zakupy... Jedni już nie mogą doczekać się przemierzania alejek, czytania etykiet i wkładania towarów do koszyka, inni już na samą myśl dostają dreszczy i woleliby swój wolny czas spędzić inaczej niż na pchaniu wózka w supermarkecie. Idealnym rozwiązaniem dla tych drugich stały się e-zakupy.

 zakupy on lineFot. Pixabay.com

Polacy coraz chętniej korzystają z takiej formy – według badań przeprowadzonych przez firmę konsultingowo - badawczą PMR, pod koniec 2014 roku nasz e-handel wart był aż 27,3 mld zł. Trend ten stopniowo przenosi się również na zakupy spożywcze - w naszym kraju jest to co prawda stosunkowo nowy pomysł, ale zagraniczne sieci podobną możliwość zaoferowały swoim klientom już dawno. Delikatesy i hipermarkety dostrzegają bowiem w tym kanale sprzedaży ogromną szansę na przyciągnięcie i utrzymanie klientów. Jedna z sieci umożliwiła cierpiącym na brak czasu klientom wirtualne zakupy... na stacji metra. Dziś wystarczy zeskanować kody QR z produktów umieszczonych na wirtualnych półkach, by móc odebrać gotowe zakupy tuż po powrocie do domu. Taka zakupowa awangarda pojawiła się na razie w Korei Południowej, której mieszkańcy uwielbiają technologiczne nowinki. Z czasem być może dotrze ona także do europejskich metropolii.

Od kilku miesięcy sama kupuję większość potrzebnych mi towarów w e-sklepach, bo na szczęście mam taką możliwość. Postanowiłam zatem przygotować przegląd plusów i minusów.

Plus – oszczędność czasu

Mnie zakupy w stacjonarnych sklepach pochłaniały go mnóstwo. Zanim dojechałam do wybranego marketu (często w godzinach szczytu), mijało 40 minut. Nawet jeżeli miałam ze sobą dokładną listę tego, czego potrzebuję, znalezienie produktów, przeczytanie składu, ocena jakości względem ceny itp. było naprawdę czasochłonne. Zanim przebiegłam wszystkie alejki, mijała godzina albo nawet dwie! Kolejne pół godziny spędzałam w kolejce do kasy. Później próbowałam wepchnąć wszystkie torby z zakupami do małego auta i modliłam się, żeby zanieść je do domu w ramach jednego kursu. Od chwili wyjechania z domu do powrotu mijały co najmniej trzy godziny... Z przygotowaną listą zrobienie zakupów przez Internet zajmuje kilkanaście minut. Nie muszę już jeździć, denerwować się w kolejkach, tylko spokojnie czekam na kuriera, przyjeżdżającego o ustalonej godzinie.

Plus – wygoda

Nie przepadam za hałasem generowanym przez tłum ludzi, głośną muzykę i sklepowe komunikaty. Nie lubię dźwigać ciężkich toreb i pchać wielkiego wózka przez zatłoczone alejki. Omijają mnie kolejkowe spory. Zdecydowanie bardziej wolę zrobić zakupy, siedząc na kanapie i popijając dobrą herbatę. We wszystkich sklepach możemy wybrać odpowiadający nam zakres godzin, w którym kurier ma dostarczyć zakupy. Zapłacić możemy przy dostawie (kartą płatniczą, bonami albo gotówką) lub przelewem przez Internet.

Plus – oszczędność w portfelu

Robiąc zakupy w stacjonarnym sklepie, z reguły wydaję o wiele więcej niż zaplanowałam. Nie mam czasu zastanowić się nad tym, co jest mi faktycznie potrzebne, a nie zawsze zdążę przygotować listę zakupów. W domu mogę spokojnie pomyśleć, co naprawdę powinnam i chcę kupić. Mogę podejść do lodówki i zerknąć, co w niej jeszcze jest, a czego na pewno brakuje. Poza tym na bieżąco widzę, ile będę musiała zapłacić. To skutecznie pomaga usunąć z koszyka rzeczy, które pozornie są niezbędne. Przy sklepowej kasie raczej trudno jest przebrać zeskanowane już towary i z nich rezygnować. Zazwyczaj płacimy za wszystko, co radośnie wrzuciliśmy do koszyka. Warto w tym miejscu podkreślić, że ceny we wszystkich sklepach internetowych są takie same, jak w stacjonarnych marketach.

Minus – mała dostępność usługi

Niestety codzienne zakupy na odległość to komfort pozostający w zasięgu mieszkańców największych miast. Dla nich uniknięcie ulicznych korków jest szczególnie atrakcyjne i są oni bardziej skłonni do zakupów z wirtualnym koszykiem. W mniejszych miastach, nawet tam, gdzie działają sklepy największych polskich sieci, po zakupy trzeba wybrać się osobiście. W niektórych sklepach wyznaczone są także dolne granice wartości elektronicznych zakupów (80 – 100 zł), dlatego ta forma nie zawsze u wszystkich się sprawdzi. Niektóre sklepy zastrzegają też, że zamówienia realizują tylko w dni robocze lub w określonych godzinach.

Minus – koszty dostawy

Za dostarczenie zakupów trzeba oczywiście zapłacić. Mnie jednak nigdy nie zdarzyło się uiścić więcej niż 6 zł – zamówienia składam w późniejszych godzinach, w których usługa ta jest tańsza niż w godzinach szczytu. Kiedy robię większe zapasy, często wartość koszyka jest na tyle duża, że dostawę otrzymuję gratis. Jednak nawet gdy muszę za nią zapłacić, to kwota jest wciąż konkurencyjna. Dojazd samochodem też kosztuje, podobnie jak nasz czas. Koszty dostawy są oczywiście różne w zależności od sieci. Wpływa na nią wartość zakupów, odległość od sklepu, godziny dostawy. Przeanalizowałam ceny dowozu towarów w wirtualnych marketach – wynoszą one od niespełna 4 do 20 zł.

Minus – brak towarów

W przypadku e-zakupów może okazać się, że chwilowo w sklepie nie ma jakiegoś produktu. Wtedy oferowany jest nam produkt alternatywny, jak najbardziej zbliżony cenowo i jakościowo do tego, który zamawialiśmy. W rezultacie bywa jednak, że zamiennik nie jest tak dobry, jak nasz pierwotny wybór. Sporadycznie zdarza się, że jestem niezadowolona z zaproponowanego towaru zastępczego. Na szczęście nie musimy go przyjmować.

Moje dotychczasowe doświadczenia z e-zakupami są naprawdę dobre. Nigdy nie zdarzyło mi się narzekać na jakość produktów, zawsze też otrzymywałam te z długą datą ważności - nie otrzymałam ani jednego towaru, który w krótkim czasie uległby przeterminowaniu. Nie marnuję czasu, nie denerwuję się, wydaję mniej. E-zakupy są naprawdę ciekawym pomysłem i każdy, kto ma taką możliwość, powinien chociaż raz spróbować buszowania pomiędzy cyfrowymi regałami.

 

 


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Bądź pierwszym Czytelnikiem, który skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

BLOGOSFERA

Agnieszki Bieńkowskiej radość tworzenia
Agnieszki Bieńkowskiej radość tworzenia
Dzika kuchnia według Łukasza Łuczaja
Dzika kuchnia według Łukasza Łuczaja
Pleciemy bez zastanowienia
Pleciemy bez zastanowienia
Dajmy jodze kilka szans
Dajmy jodze kilka szans
Ukręć sobie krem
Ukręć sobie krem
Twórcze przetwórstwo
Twórcze przetwórstwo
Arrow
Arrow
Slider

#diy